Strona Główna Elendili - Przyjaciele Elfów
Społeczność miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena

Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Czatownik

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
O. Franciszek Ksawery Morgan, 'anioł stróż' młodego Tolkiena
Autor Wiadomość
Galadhorn 
Administrator


Enneagram: 3w2
Pomógł: 56 razy
Wiek: 36
Dołączył: 09 Gru 2003
Posty: 8268
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: 06-05-2008, 21:06   O. Franciszek Ksawery Morgan, 'anioł stróż' młodego Tolkiena

Ojciec Francis Xavier Morgan (celowo przełożyłem jego imiona na polski w tytule tematu, żeby skojarzyło się z czym ma się skojarzyć - ze św. Franciszkiem Ksawerym) był bardzo ważną postacią w latach młodości J.R.R. Tolkiena.

Co o nim wiemy? Urodził się albo w roku 1859 albo w 1857



Gdy w kwietniu odwiedziliśmy Oratorium w Birmingham, widzieliśmy tabliczkę z napisem:



ORATE PRO ANIMA
PATRIS FRANCISCI MORGAN
ANNIS LVIII IN CONC COMPLETIS
OBIIT DIE XI JUNII MCMXXXV
ACT LXXVIII
REQUIESCAT IN PACE


Znaczy to zapewne: 'Módlcie się za duszę / ojca Franciszka Morgana / który dopełniwszy lat 58 we wspólnocie / zmiarł dnia 11 lipca 1935 roku / dokonawszy lat 78 / Niech odpoczywa w pokoju'

Najpełniejszy opis życia o. Francisa Morgana znalazłem na stronie Oratorium Birmingham. Jest tam też ciekawy opis relacji między Morganem i Tolkienem.

Może ktoś przełoży na polski?




A to dwa zdjęcia z mojej komórki. Oba przedstawiają Oratorium w Birmingham w czasie Mszy św. To w tym kościele Ronald Tolkien służył jako ministrant ze swoim bratem Hilarym.
_________________
Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.

J.R.R. Tolkien, Zapiski Klubu Mniemań
 
     
 
Nero 
Mędrzec Ardy
Gray Jedi


Wredne diabelstwo
Enneagram: 4w5
Pomógł: 84 razy
Wiek: 21
Dołączył: 26 Lis 2007
Posty: 1537
Skąd: Trzciel/Poznań
Wysłany: 06-05-2008, 22:27   

<Nero próbuje przełożyć tekst. :P >

Cytat:
Kiedy pierwszy dołączyłem do Oratorium Birmingham, prawie wszyscy we Wspólnocie byli starszymi chłopcami ze Szkoły Oratorium. Ojciec Francis Morgan był trzecim chłopcem ze Szkoły, który dołączył do Wspólnoty - Richard i Louis Bellasis zostali pierwszym i drugim. Miał on ojca, który nie był katolikiem; była to ze strony matki hiszpański związek laicki. Powiedział mi, że jego rodzice spędzili część swojego miesiąca miodowego w Aston Hall, wtedy prywatnej posiadłości. Zawsze traktowałem go jako swojego kumpla, jako że nie był teoretykiem, ani nie wyróżniał się w sportach szkolnych.

Po opuszczeniu szkoły krótko spędzał czas w instytucie wyższych studiów magistra Capela w Londynie i parę lat w Louvain, ze swoim kuzynem Hubertem Galtonem, zanim wrócił do Oratorium jako nowicjusz. O ile wiem, zaliczył wszystkie studia w Domu, jak robił je w tamte dni, a po wyświęceniu w wieku 25 lat, spędził swoje wczesne lata w pracy w parafii i szkole. Były tam Siostry Miłosierdzia z klasztoru w Handsworth i nominowanych nauczycieli, nie wszyscy wykwalifikowani akademicko. W tamte dni Msze niedzielne były o siódmej i ósmej, Msza dziecięca o wpół do dziesiątej, a główna Msza o jedenastej. Komunia nie była dawana po wpół do dziesiątej. Msze w dni powszednie odprawiano o siódmej, siódmej czterdzieści pięć i o wpół do dziewiątej, z wieloma prywatnymi mszami Ojca między siódmą i ósmą. W tygodniu spowiadano znacznie więcej razy niż dzisiaj, a równy strumień kapłanów przybywał do spowiedzi w Domu.

Ojciec Francis miał hiszpański konfesjonał, kiedy nabył go dla nowego Kościoła. Kiedy ojciec Charles przybył na początku wieku, ojciec Joseph przejął parafię z ojcem Francisem jako asystentem. Był okres, kiedy ojciec Francis prowadził parafię - która zawierała także Szkołę Oratorium - i był skarbnikiem kościoła, który w każdy poniedziałek przeliczał osobiście wszystkie pieniądze w zakrystii - mogło to wynosić około 35 funtów.

Kiedy Newman został kardynałem, jedno z jego spotkań odbyło się w Norfolk House w Londynie, a ojciec Francis był jego kapelanem, gdy był w Szkole Oratorium z księciem. Mówił nam, że zostali poinstruowani do dawania szczodrych napiwków, lub wcale!

Ojciec Francis lubił odwiedzać bardzo bogate domy w obrębie parafii - jak ojciec Denis - i lubił mówić, że mimo, iż nie jest zamożny, to ma bogatych przyjaciół! Jak wiemy, Sanktuarium Kościoła zostało ofiarowane przez Charlesa Shaw'a (...), pani Shaw była krewną ojca Francisa, tak jak Hubert Galton (...),

To ze strony matki w ich winnicach w południowej Hiszpanii powstały te wszystkie pokrewieństwa. Ojciec Francis był w domu tylko co dwa lata, gdy się stamtąd wyprowadzał, powstał tam niejaki biznes - wynajmowanie kajut na liniowcach P&O płynących na Gibraltar tam i z powrotem lub innych takich, a potem długa podróż przez wytrwałość do Puerta Santa Maria. Przy pewnej okazji, przy końcu swojego życia, ojciec Francis ze swoim bratem kawalerem, Augustusem, który mieszkał w Hiszpanii, byli w Palestynie by zobaczyć się ze swoją siostrą, która od wielu lat była zakonnicą w Jerozolimie i nie mówiła dobrze po angielsku. Kiedy się tam dostali, odkryli, że ona jest głucha jak pień. Któregoś roku, kiedy nie wyruszył do Hiszpanii odwiedzić lud - jak sam mówił - ojciec Francis wolałby spędzić tydzień lub kilka w Rednal.

Ojciec Francis miał także jeden lub dwa okresy jako pastor, którego parafia zawierała więcej niż dotychczas, tak jak miał pracowników Szkoły Oratorium, tak samo jak tych w Domu. Byłem jego asystentem przez jakiś czas, kiedy byłem w nowicjacie.

Ojciec Francis bardzo interesował się chórem, a kiedy soprany chłopców wzbijały się na wyżyny, potrafił opisać te głosy jako krople ciekłego złota. Mógłby dać ojcu Robertowi czek do chóru, wyrażony w pewnych sugestiach i krytyce, które nie były przywoływane. Ojciec Francis miał przyjemny dla ucha głos i robił (...) we wszystkich pieśniach pasyjnych w świętym tygodniu przez wiele lat. Jeśli nie odprawiał Mszy, zawsze święcił ołtarz NMP.


Wybaczcie, ale nie mogę więcej tłumaczyć. Nie jest to tłumaczenie, jakiego bym sobie życzył, ale zrozumieć sens można.
_________________
Krąg...
Nie tłumaczę na sindarin przez GG/PW!

Non timebo mala
Libera te ex inferis
Si Deus pro nobis, quis contra nos?

Ostatnio zmieniony przez Galadhorn 06-05-2008, 22:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
 
Tavaro 
Wirtuoz Zieleni

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 08 Maj 2005
Posty: 190
Wysłany: 06-05-2008, 22:33   

Nero napisał/a:
Wybaczcie, ale nie mogę więcej tłumaczyć. Nie jest to tłumaczenie, jakiego bym sobie życzył, ale zrozumieć sens można.


Pozwolę sobie dokończyć :nieuczesany:

Cytat:
Wejście do jego pokoju znajdowało się na środku głównego korytarza. Swój pokój nazywał celą - był zbyt zatłoczony, by stwarzać możliwości swobodnego poruszania się, szczególnie jeśli brać pod uwagę przesuwany regał znajdujący się pośrodku. Osobiście - jako absolwenta uczelni nieakademickiej* - traktowałem go po przyjacielsku, a jego kazania i wątpliwości nie dawały się od siebie odróżnić.

Jego brat - Augustus - mieszkał w Puerta Santa Maria i mówił z wyraźnie słyszalnym obcym akcentem. Pod koniec swego życia młody siostrzeniec Osborne spędził około sześciu miesięcy w Anglii, ucząc się języka. Jego brat nigdy się nie ożenił; odszedł na wieczny spoczynek kilka lat przed tym, jak w Hiszpanii - w wieku 76 lat - zmarł w swym pokoju Ojciec Francis.

Oratorium bez O. Francisa stało się znacznie nudniejszym miejscem.


*) to o to tu chodzi? Strasznie pogmatwany ten fragment :-/

Nie bijcie :shifty:
_________________
Tego się już nie da wyeliminować wciskając backspace.
Ostatnio zmieniony przez Tavaro 06-05-2008, 23:23, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Galadhorn 
Administrator


Enneagram: 3w2
Pomógł: 56 razy
Wiek: 36
Dołączył: 09 Gru 2003
Posty: 8268
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: 06-05-2008, 22:49   

Gdy dokonacie przekładu, warto go chyba opublikować na LNDLN, prawda? A może uda się też przełożyć tekst o związkach Tolkiena z Oratorium i postacią ojca Franciszka Ksawerego?

A sam kościół jest piękny, prawda? Mnie wszystkie trzy Oratoria w Anglii (londyńskie, oksfordzkie i birminghamskie) bardzo się podobają. Elegancja, powściągliwość, piękno. Mnóstwo światła w neorenesansowych i neobarokowych wnętrzach.
_________________
Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.

J.R.R. Tolkien, Zapiski Klubu Mniemań
 
     
 
Halcatra 
Czeladnik Círdana


Pomogła: 87 razy
Dołączyła: 27 Gru 2006
Posty: 2083
Wysłany: 07-05-2008, 17:45   

Niewątpliwie ojciec Franciszek był dla Tolkiena postacią ważną, z wielu względów.

Myślę, że jednym z nich jest jego znajomość ojca F. z Mabel, ukochaną matką Johna. Mabel po zmianie wyznania była narażona na nieprzyjemności i o. Franciszek stał sie dla niej podporą. Często się spotykali.

Po śmierci Mabel to o. Franiszek zajął się braćmi Tolkienami i znalazł im mieszkanie u Beatrice Suffield. Wybór był nieprzypadkowy, bo większość krewnych Mabel była zagorzałymi anglikanami, a Beatrice była w tych kwestiach kompletnie obojętna. :szczerba:

Pamiętać należy też, że ojciec Franciszek był niezbyt przekonany do związku Tolkiena z Edith, czego ten wybaczyć mu nie mógł i przez to zwlekał z zaproszeniem swojego opiekuna na ślub. Ale Franciszek pobłogosławił młodych, nawet chciał udzielić ślubu osobiście, ale wcześniej wspomniane zwlekanie skutecznie to wykluczyło.

No ale pojednanie było i najstarszy syn Tolkiena, John na drugie otrzymał imię Franciszka. Ojciec Morgan sam go chrzcił i - o ironio - John Franciszek sam został w przyszłości osobą duchowną.

Jakby kto pytał, co to jest to wyżej, to odpowiadam, że skrócona wersja znajomości Tolkiena z bohaterem tematu. :P
 
 
Nero 
Mędrzec Ardy
Gray Jedi


Wredne diabelstwo
Enneagram: 4w5
Pomógł: 84 razy
Wiek: 21
Dołączył: 26 Lis 2007
Posty: 1537
Skąd: Trzciel/Poznań
Wysłany: 09-06-2008, 18:55   

Przetłumaczyłem kilka pierwszych akapitów z tekstu o relacjach Ojca Francisa z Tolkienem. W późniejszych okresach wrzucę resztę. Części pojawiają się nieregularnie. :P

Cytat:
John Ronald Reuel Tolkien (1892-1973), uczony literacki, filolog, a teraz (bynajmniej nie z powodu entuzjastycznie przyjętej trylogii Petera Jacksona) wysoko ceniony powieściopisarz urodził się w Bloemfontein, w RPA. Jego ojciec, Artur Tolkien był kierownikiem oddziału Banku Afryka i podróżował ze swoją przyszłą żoną Mabel, jej rodzina nie zgadzała się na ich ślub przed osiągnięciem 21 roku życia. John i jego młodszy brat Hilary urodzili w Orange Free State, ale tamtejszy klimat nie odpowiadał ich matce i w kwietniu 1895 roku ze swoimi synami wybrali się na solidne wakacje do Anglii. Kiedy przebywali z rodziną Suffield w King’s Heart niedaleko Birmingham dostali wiadomość, że Artur nabawił się gorączki reumatycznej, a potem poważnego krwotoku. 15 lutego zmarł, a chłopcy nigdy nie zrealizowali swoich planów powrotu do RPA.

Życie z dziadkami było dobre jako środek tymczasowy, ale wnuki szybko zbliżyli się do wieku, w którym trzeba podjąć naukę. Korzystając ze skromnych środków przewidzianych przez zysk z niewielkich licz pól w RPA pozostawionych przez jej męża, Mabel udało się wynająć niewielki dom nieopodal Sarehole Mill, następnie nieco dalej od Birmingham i na wsi Warwickshire. Wpływ atmosfery otoczenia wokół Mill (i pobliskiego Moseley Bog) na dojrzałą fikcję Tolkiena jest legendarny. Bardzo oczytana i wielce literacka pani Tolkien była w stanie sama wprowadzić swoich synów w naukę. Był wtedy postęp – znalazła rosnącą pociechę i pokój w praktykowaniu wiary chrześcijańskiej. Przez pewien czas Kościół Anglikański odpowiadał jej potrzebom, ale synowie odkryli, że matka zabiera ich do zupełnie innego rodzaju kościoła – Świętej Anny, Alcester Street, miejsce, gdzie duch świętego Filipa rękoma Johna Henry’ego Newmana założył Oratorium Birmingham w 1849 roku. Wiosną 1900 roku mała rodzina została przyjęta do Kościoła rzymskokatolickiego, ku prawdziwemu przerażeniu Suffieldów i Tolkienów z mieszanką baptystów, metodystów i unitarnych wiernych.

Pomoc od krewnych pozwoliła Ronaldowi dostać się do historycznej Szkole Króla Edwarda w centrum Birmingham, kiedy zdawał egzamin wstępny we wrześniu 1900 roku. Odległość od domu sprawiła, że mieszkanie w Sarehole stało się niepraktyczne, a mały dom w Moseley został wynajęty. Raczej prymitywna struktura zawierająca lokalny kościół świętego Dunstana nie była w stanie zapewnić wsparcia duchowego, którego Mabel pragnęła, więc w niedziele i święta szła na dłuższe spacery szukając czegoś innego. Podczas jednego ze spacerów rodzina dotarła do przedmieść Edgbaston i do większego i zajmującego większy obszar Kościoła Oratorium Birmingham, który został założony na Hagley Road, zanim nie przeniósł się z Alcester Street w 1852 roku. W anglo-hiszpańskim Walijczyku Francisie Morganie Mabel znalazła kapłana bez finezji intelektualnej, ale z żywiołowością, troską duszpasterską i głęboką hojnością.

Ronald nie zdobył Stypendium Fundacji, gdy wchodził do Szkoły Króla Edwarda, a czesne zapędziły go w kłopoty finansowe. W 1887 roku Ojcowie Oratorium założyli szkołę podstawową dla chłopców. Była przeznaczona do wypełnienia poważnych luk pozostawionych po podobnej (i bardzo potrzebnej) instytucji, najpierw przez jedną lub dwie z Saint Chad’s Cathedral Clergy, a potem przez benedyktynów, którzy osiedli się w Erdington, ale te plany spaliły na panewce. Opłaty były małe, i w każdym przypadku, Ojciec Francis był w stanie gdziekolwiek zobaczyć miejsce dla Ronalda. Nowe kwatery założono w pobliżu szkoły w Oliver Road, na granicy między zamożnym Edgbaston i szybko rosnącym przedmieściem Ladywood. Nowe zakwaterowanie było ponure i akademickie standardy Saint Philip's Grammar School mogły zaoferować niewielkie wyzwanie dla niewątpliwego geniuszu Ronalda. Jego matka uświadomiła to sobie, a nawet sama pomogła w ustaleniu jego celów naukowych. To przyniosło skutki na jesień 1903 roku, kiedy Ronald wrócił do Króla Edwarda jako laureat stypendium Fundacji, a entuzjazm jednego z jego nauczycieli był paliwem, który sprawił, że Ronald zainteresował się literaturą.

Nie wszystko jednak było idealne. Choroba dotknęła jego brata, a potem matkę. W kwietniu 1904 roku Mabel poważnie zachorowała, a diagnozą była cukrzyca – i to w czasach, kiedy insulina nie była znana. Ojciec Francis uznał, że środowisko Olivier Road było ostatnią rzeczą, która mogła pomóc odbudować kondycję Mabel. Duch św. Filipa rękoma Newmana założył Oratorium w 1848 roku, a w ciągu trzech lat dwóch z jego członków zmarło. Brak krypty lub cmentarza dla społeczeństwa był więcej niż oczywisty. Niedługo po drugiej śmierci przyszły kardynał wpadł w sidła długiego i kosztownego procesu. Kilka uwag w serii wykładów na temat znanego flirtującego ex-kapłana, Giacinto Achilliego, doprowadziło do oskarżeń za zniesławienie, wywieranie nacisków finansowych i innych przewidzianych w zajadłym antypapieskim Sojuszu protestanckim. Działając w duchu św. Filipa duchowość Newmana była postrzegany jako heroiczny akt wiary. Katolicy z Nowego Jorku (?!) zgromadzili kolekcję jako dowód uznania i to były pieniądze, które w końcu pozwoliły Newmanowi zrealizować przedsięwzięcie dotyczące założenia cmentarza. Położony na stoku jednego z czterech wzgórz, osiem mil od Edbagston, cmentarz został założony, a mały domek został zbudowany jako miejsce do rekolekcji. Nie był własnością Oratorium, ale w alejce na tyłach mieszkał listonosz ze swoją żoną. Ojciec Francis zorganizował dwa pokoje, które miały być wynajęte dla Tolkienów, a dla pani domu do dostarczenia żywności i artykułów gospodarstwa domowego. Uradowani przez nowe otoczenie chłopcy prawdopodobnie nie zorientowali się, jak szybko zdrowie ich matki podupada. W listopadzie 1904 roku, przy obecności Ojca Francisa i swojej siostry, Mabel Tolkien zmarła. To nie był koniec obecności Rednall i wzgórz Lickey w życiu Tolkienów. W następnych latach z Ojcem Francisem byli niezliczonymi gośćmi w Oratorium. Rzeczywiście to była lokalizacja z pewnym znaczeniem w lasach w tylnej części Oratorium i całych wzgórz. Atmosfera lasów pomogła Johnowi w dalszej przyszłości, a nazwa miasta elfów „Rivendell” mogła być wzięta z nazwy „Rednall”.

Prawdopodobieństwo, że jej synowie zostaną sierotami sprawiło, że Mabel zaczęła się obawiać, iż jej rodzina i Tolkienowie zmuszą chłopców do przyjęcia katolicyzmu. Mając to na uwadze, matka opuściła Ronalda i Hilarego jako wychowanków, a Ojciec Francis został ich opiekunem. Był to kolejny dowód na to, że katolicyzm miał wpływ na Ronalda i jego twórczość, nie tylko było to widoczne we Władcy Pierścieni, który jest głęboko katolicki. Majątek pozostawiony dla wychowania chłopców był skromny, ale nie było to wielkim zmartwieniem dla Ojca Francisa, który był człowiekiem ze znacznymi środkami prywatnymi i był więcej niż szczęśliwy, gdyż mógł je uzupełniać w razie potrzeby.

Zakwaterowanie było głównym problemem. Krótki pobyt w Oratorium nie mógł być niczym innym, niż tymczasowym środkiem, jako że wspólnota była duża a część budynków była wykorzystywana jako dormitoria dla chłopców z sąsiedniej szkoły, pozostawiając prawie nieistniejącą przestrzeń. Ciotka, Beatrice Suffield mieszkała niedaleko: na Stirling Road 25 w Edgbaston. Jej niechęć do katolicyzmu chłopców nie była zbyt wielka, żeby odmówić bratankom zakwaterowania i wyżywienia. Zresztą, nie była zbyt przedsiębiorcza, więc cztery funty i szesnaście szylingów, które Ojciec Francis wypłacał w ciągu każdego miesiąca musiały być użyteczne (rzeczywiście, dalej płacił różne sumy dla niej nawet wtedy, kiedy chłopcy się wyprowadzili). Jednakże, ich ciotce brakowało miłości (została niedawno wdową i mogło to mieć wpływ na jej temperament), dom stał ponury, a Ronald i Hilary byli dalecy od szczęścia. Domem coraz bardziej stawało się Oratorium, gdzie dzień zaczynał się mszą odprawianą przez Ojca Francisa, następnie śniadaniem, grami z kotami w służbę „drum” (?), który służył za punkt komunikacji między kuchnią a refektarzem Ojca Francisa i następnie szkoły, do której Hilary także uczęszczał. Domniemanym, jeszcze niepotwierdzonym faktem, była trwała spuścizna z czasu, kiedy przebywali na Stirling Road między czerwcem 1905 roku i czerwcem 1908 roku – „Dwie wieże”. Na następnej drodze za Stirling Road, znanej jako Waterworks Road, znajdują się dwa ciekawe obiekty, które musiały być wyróżniającymi się punktami obserwacyjnymi z czasów, zanim Birmingham stało się centrum znacznego rozwoju. Jedna, osiemnastowieczne szaleństwo zbudowane dla własnej rozrywki przez ekscentrycznego Perrotta i druga – ciekawa, zbudowana z ciemnoczerwonej i niebieskiej cegły budowla, będąca neogotycką częścią lokalnych wodociągów. Są one znane jako bliźniacze wieże. Czy one nie wpłynęły na symbolikę drugiej księgi „Władcy Pierścieni”? Nigdy się nie dowiemy na pewno, ale spekulacje i sugestie są bardzo silne.

Pomimo przykrej atmosfery Stirling Road, życie przygotowało dla chłopców wiele atrakcji. Entuzjastycznie uczestniczyli w wielu zajęciach parafialnych w Oratorium. Magazyn parafialny w maju 1909 roku donosił o nowej inicjatywie: „Trzy grupy harcerzy pod dowództwem braci Tolkienów zostały zawiązane i sprytnie maszerowały śladami chłopięcej brygady w poniedziałek wielkanocny. Kiedy zorganizują nieco więcej musztry, będziemy prosić kilku przyjaciół o pomoc w postaci koszul, chlebaków itd.”.
_________________
Krąg...
Nie tłumaczę na sindarin przez GG/PW!

Non timebo mala
Libera te ex inferis
Si Deus pro nobis, quis contra nos?

Ostatnio zmieniony przez Nero 10-06-2008, 13:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
 
Halcatra 
Czeladnik Círdana


Pomogła: 87 razy
Dołączyła: 27 Gru 2006
Posty: 2083
Wysłany: 05-08-2008, 10:44   

Troszkę cytatów o bohaterze tematu z biografii by Grotta:

Daniel Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, str. 31 napisał/a:
Ojciec Morgan uczęszczał do Szkoły Oratoriańskiej w roku 1875 i po jej ukończeniu w roku 1877 wstąpił do zakonu. Był w połowie Hiszpanem i miał w swojej rodzinie zamożnych handlarzy winem z Andaluzji. Ojciec Morgan uczynił swoim domem Anglię, lecz jego brat postanowił mieszkać w Puerto Santa Maria i zająć się prowadzeniem rodzinnego interesu; Francis odwiedzał Hiszpanię co dwa lata, aż do śmierci w 1935 roku. Znany był jako ojciec Francis; tak nazywali go przyjaciele i koledzy, i tak bez wątpienia zwracali się do niego Tolkienowie. Był wysokim, siwym mężczyzną, o wyglądzie bardziej dystyngowanym niż groźnym; miał łagodny, lecz stanowczy sposób bycia, przenikliwy umysł i niezwykłą wrażliwość w kontaktach z dziećmi. Bardzo polubił chłopców pani Tolkien i odegrał wielką role w ich wychowaniu. W pewien sposób od samego początku zastąpił im ojca.
Ojciec Francis zaproponował, że zostanie prawnym opiekunem chłopców i weźmie na siebie odpowiedzialność za ich wychowanie. Mabel zgodziła się chętnie, oznaczało to bowiem, że chłopcy pozostaną przy wierze katolickiej, a także otrzymają dobre wykształcenie. Wedle Phillipa Lyncha, starszego kałana stowarzyszenia oratoriańskiego w Birmingham, który w początkach dwudziestego wieku znał zarówno ojca Morgana, jak i chłopców pani Tolkien, obowiązki opiekuna ojciec Morgan "wykonywał wielce udanie".


O zakazie spotykania z Edith:

Daniel Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, str. 36 napisał/a:
Ta wymuszona separacja spowodowała napięcie w relacjach z ojcem Morganem, szczególnie kiedy okazało się, że Ronald i Edith Mary widywali się potajemnie już po wydaniu zakazu. Ponieważ jednak od wsparcia finansowego ojca Morgana zależało, czy Tolkien pójdzie na uniwersytet, zakochany młodzieniec wreszcie ustąpił. (...)
Ojciec Morgan starał się spędzać jak najwięcej czasu z powierzonymi jego opiece chłopcami, a ich wychowanie religijne uważał za swój osobisty obowiązek. Pragnąc wyrazić swój szacunek i podziw dla niego, Tolkien samodzielnie nauczył się czytać i pisać po hiszpańsku (z błędami, co prawda, gdyż nigdy nie opanował biegle tego języka) i bardzo lubił, kiedy ojciec Morgan opowiadał historie o Hiszpanii.


O "zwyczaju" ojca Morgana i "naśladowaniu" go przez Tolkiena:

Daniel Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, str. 49 napisał/a:
Ojciec Morgan palił czasem fajkę i jest też możliwe, że to od niego Tolkien przejął ten zwyczaj na długo przed poznaniem Barnetta


O możliwościach finansowym ojca Morgana :D :

Daniel Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, str. 52 napisał/a:
[Tolkien] Zaciągnął tam spory kredyt podczas pobytu w Oksfordzie i musiał prosić ojca Morgana o dodatkowe pieniądze na spłacenie go


O sentymencie skrywanym do ojca Morgana i Oratorium:

Daniel Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, str. 194 napisał/a:
Tolkien zapisał 1000 funtów Oratorium w Birmingham, przez pamięć dla ojca Morgana
 
 
Halcatra 
Czeladnik Círdana


Pomogła: 87 razy
Dołączyła: 27 Gru 2006
Posty: 2083
Wysłany: 24-05-2009, 10:54   

Tak tę znajomość podsumował Michał Błażejewski:

M. Błażejewski, J.R.R. Tolkien - Powiernik Pieśni, s. 11 napisał/a:
Dużą pomoc wdowie i chłopcom okazał wtedy jeden z duchownych pobliskiego Oratorium, czterdziestoparoletni ojciec Francis Xavier Morgan, pół-Walijczyk, ćwierć-Anglik i ćwierć-Hiszpan. Niekonwencjonalny, bezpośredni, hałaśliwy i wylewny, szybko stał się przyjacielem całej rodziny.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


Emotikony