No cóż, w ostatni piątek było nas raptem pięć osób, ale za to jak zwykle było ciekawie i wesoło. Dodatkowo po raz pierwszy gościliśmy też dwie przesympatyczne forumowiczki: Idril i Natalię. Tornene jak zwykle tryskał humorem, a Małgorzata interesująco opowiadała o polskich książkach fantastycznych i przedstawiała swoje najnowsze szkice.
Kolejne spotkanie już 26 czerwca, we wtorek - będzie więc znakomita okazja, aby zobaczyć Klub w całej okazałości i przekonać się, że nie zawsze jest tam tak cicho jak w piątki.
_________________ Jeśli znasz swoich wrogów i siebie, rozegrasz sto bitew i wygrasz wszystkie
(Sun Tzu, Sztuka wojny)
Nie chciałbym narzekać <ale i tak to zrobię ) czy nie dałoby rady zrobić jakiegoś spotkania PRZED godziną 17? To tylko taka propozycja na przyszłość.
Spotkanie nie musi być nawet w siedzibie ŚKF, na pewno w Katowicach znajdzie się miejsce dla Elendilich
_________________ Ale...- zaczął Bilbo.
Nie ma czasu na żadne ale- powiedział czarodziej.
Ale...- powtórzył Bilbo.
Na to także nie ma czasu. Ruszaj!
A może tak przy grillu w ogródku? Zapraszam. Jakby każdy coś przyniósł byłoby całkiem miło.
Jakby tak miało być to zrobiłem mapkę, gdzie mieszkam: domek
edit:
Teraz spotkanie będzie w klubie. To taka propozycja na przyszłość.
edit 2:
Mnie niestety tam dzisiaj nie będzie (okazało się to 10 minut temu - około 10:20), ale prośbę Marigold spełnię. Cóż takie to dziwne jest życie...
edit 3:
Napiszcie jak było. Co do terminów, kiedy jestem w Katowicach, to są to: 9 - 20 lipca. Odpada niedziela 15 VII, a poza tym to zapraszam na spotkanie u mnie.
P.S. 18 VII zapraszam na grilla z okazji urodzin (które będą dopiero 24 VII).
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Hobbitka Pomogła: 2 razy Dołączyła: 02 Paź 2006 Posty: 156
Wysłany: 29-06-2007, 19:00
jakoś nikt się nie kwapi do napisania paru słów o ostatnim spotkaniu katowickim . Ano, ono było, naprawdę . Było 15.06 we wtorek, i jak to we wtorek w klubie ŚKF było głośno i tłoczno. Nie da się ukryć byliśmy małą enklawą w morzu fanów fantastyki, mangi i innych takich. A kto był? Shani, Hanna Stock, Tom Goold, Salamistra i ja niżej podpisana, no i jeszcze przelotem [bardzo krótko] był Galhen:) [dzięki za Biuletyny ]. O czym była rozmowa? Bylo to dość zaskakujące połączenie wątków cyberpanku z tolkienistyką, było trochę o planach na wakacje, o zbliżającym się wielkimi krokami TolkFolku, o książkach i całym mnóstwie innych rzeczy.
Acha, witamy nowego Parmadila , Galhenie witaj w klubie
Dla tych, którzy nie byli, gwoli informacji, dla tych, którzy byli dla przypomnienia: następne spotkanie katowickich Parmadilich i Elendilich zaplanowano na 20.07.07 w piątek jak zwykle o 17.00 . Jest też do rozważenia propozycja Galhena spotkania grilowego, trzeba tylko uzgodnić termin .
M.
Tak, teraz noszę jeden z najzaszczytniejszych tytułów na obu półkulach naszego globu Mam nadzieję, że nie przyniosę hańby temu wyróżnieniu, a wręcz przeciwnie.
Co do spotkania to zapraszam, oczywiście. 20 lipca mi pasuje. Problem to piątek (a grill to mięso...). Nie jestem pewien tylko, czy grill ma być w ramach spotkania, czy jako osobna impreza
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Najbliższe spotkanie odbędzie się 20 lipca, a.D. 2007 o godzinie 17 (czyli jak zawsze). Tylko, że tym razem zapraszam do siebie do domu na rybkę z grilla (Golum nie przyjdzie, bo woli świeże Mapka dojazdu jest tutaj (link na Google Maps). Jakby ktoś potrzebował to na PW wyślę swój nr telefonu komórkowego.
P.S. Rybka z racji piątku, jakby ktoś wolał jednak mięso, to będę miał też jakąś kiełbasę.
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Hobbitka Pomogła: 2 razy Dołączyła: 02 Paź 2006 Posty: 156
Wysłany: 18-07-2007, 22:53
Do tej rybki z grila chyba będzie pasowało oglądanie relacji z Tolkfolku ?. Mam trochę zdjęć i trochę filmików z sobotnich punktów programu [tańca hobbickiego i Upadku Gondolinu]. Tylko czy będzie ktoś z laptopem ?
M.
Do tej rybki z grila chyba będzie pasowało oglądanie relacji z Tolkfolku ?. Mam trochę zdjęć i trochę filmików z sobotnich punktów programu [tańca hobbickiego i Upadku Gondolinu]. Tylko czy będzie ktoś z laptopem ?
M.
Ja wezmę Przy okazji skopiuję zdjęcia i filmiki stamtąd gdzie mnie nie było.
_________________ Jeśli znasz swoich wrogów i siebie, rozegrasz sto bitew i wygrasz wszystkie
(Sun Tzu, Sztuka wojny)
Mniej więcej godzinę temu zakończyliśmy spotkanie. Aby łatwiej było dotrzeć na miejsce okolica została oznakowana w sposób, który jest ukazany na zdjęciach (robionych po spotkaniu telefonem, więc jakość jest bardzo słaba).
Jak już było pisane, w ramach spotkania było przewidziane grillowanie. Daniem głównym był więc pstrąg, a w ramach urozmaicenia filet z ryby, która dzięki Galowi albo Tomowi (zapomniałem kto tego dokonał) została zidentyfikowana jako panga. Były także zapiekanki z serem, a potem coś słodkiego przy kawce i nie tylko. Ponieważ temperatura uporczywie nie chciała zejść do przyzwoitego poziomy były jeszcze lody.
Głównym tematem było... tzn. było wiele tematów, szczegółów wszystkich nie pomnę, niech więc ktoś innych, tychże szczegółów pomny, je opisać raczy. Była obszerna relacja Marigold z Tolkfoku ze zdjęciami i filmikami. Upadek Gondolinu był wspaniały (tzn. sztuka o tym wydarzeniu). Co warte zaznaczenia, w sztuce miało miejsce zmartwychwstanie orków. Balrog, zwany także przez przyjaciół Barłogiem, był wielce nie odstraszający dzielnych obrońców Gondolinu, który niestety padł. Galadhorn opowiedział o swoich wojażach po świecie, pokazał nam mnóstwo zdjęć, szczególnie ciekawe były te z Galdhornem pozującym w pozycji z wykrokiem, czyli bojowej Obiecał on także założenie bloga z opisami swoich podróży, na który niecierpliwie czekam.
Spędziłem bardzo miły wieczór, za co wszystkim serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że wam również miło było.
P.S. Czekam na zdjęcia
znak2.jpg
Plik ściągnięto 2 raz(y) 16,08 KB
znak1.jpg
Plik ściągnięto 3 raz(y) 31,81 KB
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Galhenie, to był niezapomniany wieczór. Cieszę się, że mimo zmęczenia podróżą dałem się namówić na przyjazd do Ciebie na spotkanie parmadilo-elendilowe. To była prawdziwie hobbicka uczta i przemiłe spotkanie. Bardzo Ci też dziękuję za przepyszne rybki (mój przysmak) i łaciński mszalik. Fajnie było spotkać Was, drodzy Parmadili i Elendili. Tomie, dziękuję Ci, że mnie namówiłeś na przyjazd.
Pozdrowionka dla całej Rodziny, Galhenie. Nie może zabraknąć pozdrowień dla Funi, czyli Twojej psicy.
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Dziękuję za miło spędzony wieczór
Jedzonko było wspaniałe: rybki ciasta ciasteczka zapiekanki papryczki od cioci ogórki od sąsiada (powinszowania dla Galhena i Jego mamy)
Oglądaliśmy też atlas o musicalu Władca Pierścieni, wspaniałe stroje, dekoracje, zupełnie inne niż w filmie, moim skromnym zdaniem ładniejsze
No i wspaniały pokaz zdjęc Galadhorna z Islandii i Wysp Owczych, uwielbiam oglądać zdjęcia Te miejsca są naprawdę niesamowite, parlament na Wyspach Owczych wygląda jak stodoła i te dachy porośnięte trawą... I cudne skały, wodospady, gejzery. Magiczne miejsca, myślę że jakby elfowie mieli wybierać gdzie się osiedlić na tym świecie to wybraliby właśnie Islandię.
A wracając już do domku, w autobusie przyłapałam się na tym że myślałam o stroju na przyszłoroczny Tolk Folk
Jeszcze raz dzięki
Tak, spotkanie było zupełnie wyjątkowe i z pewnością zapisze się w historii spotkań Parmadilich. Chciałbym podziękować Galhenowi i jego rodzinie za wspaniałą gościnę i pomoc w dostaniu się na miejsce. Było naprawdę wspaniale.
Galhenie, jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
A oto kilka zdjęć z aparatu Marigold.
pic004.JPG Galadhorn, Tom Goold i Marigold S. Burrows
Plik ściągnięto 128 raz(y) 141,3 KB
pic003.JPG Darkly - Galhen, Galadhorn i Tom Goold
Plik ściągnięto 131 raz(y) 94,73 KB
pic002.JPG Słowik, Idril, Tom Goold, Galadhorn i Tavaro
Plik ściągnięto 137 raz(y) 152,93 KB
pic001.JPG Helenka, Galhen, Słowik i Idril
Plik ściągnięto 132 raz(y) 195,48 KB
_________________ Jeśli znasz swoich wrogów i siebie, rozegrasz sto bitew i wygrasz wszystkie
(Sun Tzu, Sztuka wojny)
Galhenowi i jego rodzinie za wspaniałą gościnę i pomoc w dostaniu się na miejsce.
To ja dodam, że Mama Galhena przyjechała po nas do centrum Katowic. Wiedzieliśmy już gdzie i w jakim aucie czeka, ale gdy biegliśmy w jej kierunku, Mama Galhena wyciągnęła wielką kartkę z emblematem Elendilich i przyłożyła ją do szyby samochodu. Teraz wiedzieliśmy już, że idziemy w dobrą stronę
Emblematy forum naklejone były w okolicy domu Galhena - ten obszar uległ prawdziwej elendilizacji. Ciekawe z czym nasze elfickie LNDL kojarzyło się jego sąsiadom.
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Z czym się kojarzyły, nie wiem, ale zostały (niestety) zmyte podczas nocnej burzy. Może w temacie "Wzmianki o Tolkienie w niespodziewanych miejscach" coś się pojawi
Rodzinka pozdrawia was wszystkich, Funia też przesyła pozdrowienia.
Do następnego razu.
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Jakoś tak wyszło, że to ja go obwieszczę, nie mając bladego pojęcia ani o Katowicach, ani o konkretnych planach (istnieją takie?). Co tam
Zjazd odbędzie się w piątek, 27 lipca, w godzinach od 9.37 (szacowany czas wylądowania pociągu z boku podpisanej na katowickim dworcu; drugi pociąg, z Losse, pojawi się koło 11) do 18 tudzież 18.20 (przybliżone godziny odjazdów pociągu mojego i Losse). Jego generalna część będzie się odbywać od godziny mniej więcej 12 czy tam o 13 (kiedy będą do nas dołączać Dagnerie, Milten, Galadhorn, Ilmare, nie wiem jak i kiedy).
Co i gdzie będziemy robić, jak i gdzie, tego nie wiem również Osoby bardziej kompetentne proszone są o dodanie jakichś sensownych szczegółów w razie pytań ewentualnych osób zainteresowanych
Organizacja to podstawa
_________________ Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
W. Szymborska, Głos w sprawie pornografii
No to może ja zacznę opisywać nasze dzisiejsze spotkanie. A potem dołączą pozostali, dobrze?
Dopiero około 1.00 dołączyłem do Zjazdujących Elendilich. Wyleciałem jak z procy z mojej pracy (ależ aliteracja ) i dzięki kontaktowi telefonicznemu znalazłem w knajpce pod parasolem na głównym deptaku Katowic Narbeleth, Miltena i Mostego. Po serdecznym przywitaniu rozpoczęliśmy pogaduszki. Potem dołączyły do nas Morcia i Ilmarcia, które wróciły z empikowego polowania. Okazało się, że wszyscy są głodnawi, więc wpadliśmy na pomysł, żeby ruszyć do wielkiego katowickiego centrum handlowego SILESIA CENTER.
Po odysei pieszo-tramwajowej dotarliśmy do celu (w międzyczasie toczyliśmy w zatłoczonym tramwaju dyskusję z Moste o naturze naszych rodaków, o sytuacji w kraju i - hehe - o problemach demograficznych IV RP - dołączył nawet do naszej dyskusji sympatyczny pan o posturze hobbita). Tam pobuszowaliśmy w kolejnym EMPIK-u (kupiłem DVD z gibsonowskim Hamletem) i znaleźliśmy ostatecznie przystań w restauracji "Sfinks".
Dawno tak się nie objadłem (choć było to mój jedyny posiłek dzisiejszego dnia). Shoarma królowała na naszym stole. Jedząc i pijąc pyszne soki gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy. Potem spadł deszcz i rozpętała się mała wichura, dlatego zmieniliśmy miejsce wchodząc do środka restauracji. Tam dołączyła do nas Marigold (Smoczyca). Zachwyciła nas jej kolekcja skanów okładek Hobbita z zagranicznych wydań.
A potem poszliśmy na lody. Ja sam kupiłem sobie loda z jajkiem-niespodzianką i tak narodziła się moja własna tolkienowska zjazdowa maskotka - mały chopek o imieniu Alf (wygląda jak Tinky-Winky po metamorfozie) z półgwiazdkami Elendila na policzkach. Narbe zrobiła mu nawet zdjęcie na czerwonej tinko-winkowej torebce Ilmarci.
A potem się pożegnaliśmy. Było ok. 18.00 i część Zjazdowiczów musiała udać się na Dworzec PKP. Podwiozła ich Marigold. Ja z Mostkiem (tak to się zdrabnia? ) ruszyłem do centrum tramwajem, po drodze nieoczekiwanie wyskoczyłem i tak skończył się dla mnie dzisiejszy sympatyczny Zjazd.
Dziękuję Wszystkim za miłe popołudnie!
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Z boku podpisana dotarła do Katowic bladym świtem, czyli o planowanej godzinie 9.37. Na tym się skończyła zgodność z planem (czy też, jeśli ktoś woli, z zarysem planu), bowiem Moste z przyczyn komunikacyjnych miał dotrzeć z opóźnieniem,
Z boku podpisana poszła się więc zgubić samotnie, ale nie zdążyła, bo w miarę szybko dostała smsa oznajmiającego, że Moste jest już na dworcu PKP. Tedy zawróciła, i znalazła zarówno drogę powrotną do dworca, jak i czekającego tam Mostego. Wspólnie udaliśmy się gdzieś usiąść. Precyzja tego określenia była tak zadziwiająco konkretna, że najpierw zrobiliśmy kółko po jakichś pobliskich ulicach. Dementuję plotkę, jakobym kogoś gdzieś prowadziła w rzeczone kółko. Ja szłam. A to, jak się poszło, to już nie moja wina
W końcu wynaleźliśmy jeden ogródek, z dala od straszących z boku podpisaną szyldów Empiku. Za to idealnie naprzeciw innej księgarni, którą z boku podpisana uwielbia. Księgarnię, oczywiście, należało niezobowiązująco odwiedzić. Taaa, niezobowiązująco.
Tym właśnie sposobem, kiedy, jakiś czas potem, wyszliśmy z rzeczonego sklepu, z boku podpisana dzierżyła w foliowej torebce dwie książki. Przed księgarnią czekali na nas Milt i Morcia, na stwierdzenie Milta, „myślałem, Narb, że ty tu na pewno nie wejdziesz”, mogłam zareagować tylko ponurym westchnieniem.
Znaleźliśmy inny ogródek, z dala od złowrogich księgarń. Tam dołączyła do nas Ilm, która przyniosła ze sobą kilka interesujących przedmiotów, w tym książeczkę z różnorakimi zagadkami i innymi zabawami z Piratów z Karaibów dla tzw. najmłodszych. Książeczka niepomiernie zafascynowała z boku podpisaną i Morcię, niestety do pełni szczęścia brakowała nam kredek.
Ilm z Morcią na moment nas opuściły, za to dołączył Galadhorn. Dalsza część zjazdu została opisana przez Gala wyżej, więc nie będę powtarzać i przejdę od razu do końcówki
W wiadomym centrum handlowym zjazd rozbił się na dwie części – Gal i Moste, uniezależnieni od PKP poszli na tramwaj, pozostała część, którą czekała podróż pociągiem, skorzystała z propozycji Marigold i pojechała samochodem. Na dworzec dojechaliśmy więc na tyle wcześnie, że Morcia z Miltem zdążyli na wcześniejszy pociąg. Pożegnałyśmy ich z Ilm i udałyśmy się na peron, z którego miała wyruszyć z boku podpisana. Nabyłam jeszcze długopis (miałam silną potrzebę posiadania takiego sprzętu, co z tego, że go gdzieś po drodze zgubiłam ). Pod koniec dołączył do nas Moste, któremu perfidnie uciekł autobus. Głos z megafonów obwieścił odjazd pociągu z boku podpisanej, toteż naprędce pożegnałam resztkę zjazdu. Pociąg jednakże, lekceważąc obwieszczenie, odjeżdżać nie zamierzał, i czas jakiś zjazd porozumiewał się przez otwarte okno, z boku podpisana porobiła jeszcze kilka zdjęć, wyposażyliśmy się w chusteczki higieniczne (co, kolor do machania mają odpowiedni) i rozmawialiśmy, przekrzykując inne ogłoszenia dworcowe, które, powtarzane kilkakrotnie, rozlegały się co chwila. W końcu nieszczęsny pojazd zachrypiał, zamknął drzwi i ruszył. Pomachano chusteczkami na ostateczne pożegnanie i zjazd się zakończył.
I cóż, do zobaczenia
P.S: Ponieważ mój Word podczas pisania niniejszej relacji wykazywał dużą asertywność, a ja jestem ślepa, jeśli kogoś przechrzcił (bo, np. z Morci próbował zrobić Morię ), to bardzo przepraszam. Nie chciałam i obiecuję poprawę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum