Wysłany: 25-08-2004, 11:27 Spotkania Parmadilich i Elendilich w Katowicach
Na Niezapomince opublikowałem właśnie garść zdjęć z wczorajszego spotkania Sekcji Tolkienowskiej ŚKF i jej Przyjaciół (pozdrowienia dla Fanki i Kuby). Kolejne spotkanie w przyszły wtorek. Rufio przedstawi kolejny wykład o historii pism i alfabetów.
Zapraszamy! Może ktoś jeszcze do nas dołączy?
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Wczoraj mieliśmy bardzo miłe spotkanie. Parmadili i Przyjaciele zajęli całą Herbaciarnię, a sącząc herbatkę i zajadając mentosy gadaliśmy, śmialiśmy się i słuchaliśmy norweskiej muzyki, którą przyniosła Shani i Mirime. Byliśmy w następującym gronie: Smoczyca, Mirime, Shani, Salamistra, Indil, Rufio, Arathulion, nowa dziewczyna w Sekcji, która jeszcze nie wybrała sobie śródziemnego imienia, ja oraz goście: Aneta i Ivan, którzy w sobotę biorą ślub i przyszli pokazać nam swoje elfickie obrączki z napisem w sindarinie: meleth nîn a cuil nîn i którzy - jako muzycy - być może pomogą nam w wymyśleniu muzyki do Hymnu Elendilich .
Kolejne spotkanie 9 listopada! Zapraszamy Wszystkich!
P.S. Pomóżmy naszej Herbaciarni przetrwać zimę! Gdy będziecie w sercu Katowic odwiedzajcie naszą Herbaciarnię! Surowe prawa rynku mogą zakończyć jej istnienie . Niechaj to kultowe tolkienowskie miejsce w samym środku wielkiego miasta (przy Rynku w Katowicach, w bramie na lewo od Teatru Śląskiego) istnieje i przynosi nam wszystkim radość! Tam jest naprawdę niesamowicie.
Jeżeli chcecie napić się herbaty spoglądając na wiszący na ścianie portret Tolkiena zapraszamy do Herbaciarni "Przy Samowarze"! Zdjęcie z niej znajdziecie na Niezapomince!
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
W przyszły wtorek 23 sierpnia odbędzie się w Katowicach kolejne spotkanie Sekcji Tolkienowskiej ŚKF. Piszę o tym na Forum publicznym, ponieważ przybywa do nas z daleka ważny gość! W Katowicach i okolicach będzie od poniedziałku wieczora do środy Adaneth W związku z tym zapraszamy WSZYSTKICH (nie tylko Parmadilich, ale też tych Elendilich, którzy do Parmadilich nie należą) do naszej nowej siedziby (przy ulicy A. Górnika w Katowicach, patrz tutaj: http://www.skf.from.hell.pl/info.html ), a potem do pobliskiej knajpki w przyszły wtorek ok. godziny 16.00 (chyba, że chcecie spotkać się wcześniej - dajcie znać!). Adanciu, Randirze, Araciku i in. - napiszcie jak chcielibyście zaplanować cały ten czas (tzn. wtorek i środę). Możemy przecież gdzieś razem pojechać - np. do Planetarium, do Parku Kultury i Wypoczynku, na jakiś film do kina itd.
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Słuchajcie, jest problem. Randir cały czas dzielnie stara się go rozwikłać i chwała Mu i oby Mu się udało, ale...
Stwierdziłam, że może da coś zwrócenie się do szerszego Grona.
Mój przyjazd do Katowic stoi pod znakiem zapytania, o takim: Z bardzo prostego powodu: pieniądze. To znaczy: jedyny pociąg nieekspresowy (a zatem tańszy) przyjeżdża do Katowic koło 19.00. A zatem nie mogę przyjechać we wtorek, bo i tak już będzie po ptakach, chyba, nawet zakładając że toto się nie spóźni...
dlatego decyzja, że jeśli to ma mieć sens, przyjeżdżam w poniedziałek o tej 19.00. I teraz jest problem i wielka, nieśmiała, szeptana prośba nr 1: może ktoś byłby w stanie przygarnąć Adancię na podłogę i dać jej jakiś kocyk? :bardzo głupia mina:
Co do problemu, co robić we wtorek: hm, nie wiem, w życiu nie byłam w Katowicach nie przejazdem. Nie wiem, co tam jest i co tam można robić. Ale po doświadczeniach Warszawy i Krakowa stwierdzam, że można włóczyć się cały dzień po mieście, jeśli tylko towarzystwo dopisze. No właśnie, czy dopisze? Czy ktoś w ogóle mógłby pojawić sie w Katowicach wcześniej i zostać do wieczora?
No i kolejny problem i kolejna prośba: bo po wyjściu ze spotkania jest znowu noc... Jeśli nie znajdę nikogo, kto mi pomoże, nie przyjadę. Wiem, świat się nie zawali. Ale tak bardzo chciałabym Was zobaczyć, a bez Waszej pomocy to się nie uda. Na pewno. Pociąg powrotny mam w środę przed 9.00 rano...
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Dołączam się do tej prośby. Bez Waszej pomocy nie uda się przyjazd Adanci do Katowic! Proszę ! U mnie z przyczyn obiektywnych niestety nocleg jest prawie niemożliwy .
No i zaproponujcie jakiś program na te dwa dni (wtorek i środa). Ja chętnie się dołączę do jakiejś wycieczki, wizyty w księgarniach katowickich itd. No i oczywiście udam się na spotkanie w Klubie
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Poniedziałek 19.00 - przyjazd Adanci do Katowic... Nocleg
Wtorek - raniutko jedziemy do Gala na jego farmę Bamfurlong (czyli do Sosnowca ). Tam tolkienowsko spędzamy czas do około godz. 15.00. Możemy zamówić jakąś pizzę, pogadać, coś pooglądać itd. Potem jedziemy na oględziny w księgarniach Katowic, posnujemy się po centrum (np. w poszukiwaniu smoczych motywów na kamienicach stolicy Górnego Śląska) i ruszymy do Klubu, żeby być tam ok. 16.30. Tam zbierzemy resztę ferajny i idziemy do pobliskiej knajpki. W knajpce spędzamy miło czas do wieczora na wakacyjnym Spotkaniu Sekcji Tolkienowskiej . Potem rozjeżdżamy się do domków.
O której Adancia ma wyjazd w środę? Bo w środę można by jechać do Parku, do planetarium, pójść do kina itd.
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Ewentualny wyjazd jest w środę o 8.55 rano. (ewentualny, bo najpierw musi dojść do przyjazdu).
Słuchajcie, czy ktoś w ogóle wybiera się na ten zjazd? Bo mam dziwne wrażenie, że nie pytając nikogo o zdanie zwołuję zjazd, na który nikt nie ma ochoty, i w dodatku każę żebyście się mną zajmowali, podczas gdy na to też ochoty nikt nie ma...
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Dúnadan
Enneagram: 4w5 Pomógł: 9 razy Wiek: 27 Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 220 Skąd: Caerdydd, Cymru
Wysłany: 19-08-2005, 16:17
Ja się wybieram.
_________________ Jeżeli zgubiłeś drogę i chcesz ją odnaleźć posłuchaj tętna tej ziemi. Jeśli ogłuchłeś na jej głos, szukaj jej w mitach ludu.
Franciszek Frączek
A jak Salamistra? Dimsirion? Mam nadzieję, że do wtorku wrócą z Węgier Mirime i Shani. Tom nie wie jeszcze na pewno, czy będzie miał w tym czasie służbowy wyjazd czy nie. Adanie, a może Ty byś do nas dojechał? I inni Parmadili/Elendili z odległych stron?
Zapraszamy WSZYSTKICH!
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Jak z Katowic najlepiej dojeżdża się do Sosnowca około 8.00 rano (co mniemam że zaproszenie Galadhorna pozostaje aktualne)? I gdzie najlepiej się spotkać?
Randir, dziękuję
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Dobra, więc jeszcze raz, oficjalnie:
dziś przybywam do Katowic by PKP o 18.55
jutro o 8.30 spotkanie pod zegarem w Katowicach na PKP i o 8.52 wyjazd do Sosnowca
o 9. 01 spotkanie na PKP w Sosnowcu i wspólny napad na Galadhorna mniej więcej do 15.00 siedzimy w Sosnowcu, a potem wyruszamy do Katowic
po obskoczeniu co ciekawszych miejsc w Katowicach (ewentualnie, jeśli będzie padać, a wszystko na to wskazuje niestety - po odsiedzeniu w jakiejś knajpce?) wyruszamy na spotkanie Sekcji: godzina jak zwykle mniej więcej 17.30-18.00, jak sądzę?
i znowu bunkrujemy się w knajpce (od pubu do pubu.... ) i tak aż do końca spotkania.
Jeśli coś sie zmieniło, napiszcie tutaj - może ktoś się jeszcze zdecyduje (w dowolnym momencie) do nas podłączyć?
pozdrawiam i idę się pakować
główna mącicielka zjazdowa, bez której nikt by nie wpadł na to co powyżej
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Moja relacja będzie pierwsza. Poniższy tekst wraz ze zdjęciami znajduje się na Niezapomince.
To był wspaniały dzień! Już poprzedniego wieczora zjawiła się w Katowicach Adaneth, która przyjechała na Śląsk aż z Puław. Zaopiekowali się nią Indil i Randir. We wtorek zjazd rozpoczął się w mieszkaniu Galadhorna w Sosnowcu, dokąd około godziny 9.00 przybyli: Adaneth, Arathulion, Athrandir i Randir, a po 10.00 Mirime. Ten pierwszy etap Yomenië Nelya 'Spotkania Trzeciego' Tom Goold - który łączył się z nami przez Gadu Gadu - żartobliwie nazwał Galconem. Było to typowo hobbickie śniadanie, drugie śniadanie i trzecie śniadanie. Napitki, przysmaki, wesołe pogaduszki. Do tego przegląd tolkienowskiej zawartości dysku komputerowego Galadhorna i mała narada dotycząca prac nad nowym Simbelmynë.
[Zdjęcia na Niezapomince]
Około godziny 15.30 ruszyliśmy autem do Katowic odwiedzić tamtejsze bogato wyposażone księgarnie. Najpierw zajrzeliśmy do księgarni CLC, w której tradycyjnie wiele jest książek C. S. Lewisa. Dowiedzieliśmy się, że w związku ze zbliżającą się premierą kinowych Kronik narnijskich wydawnictwo Media Rodzina wykupiło prawa do większości książek Lewisa i teraz jest mały zastój w publikacji dzieł tego pisarza i chrześcijańskiego publicysty. Trzeba poczekać na nowe wydania. Miejmy nadzieję, że wydawca Media Rodzina rzeczywiście wznowi te najlepsze książki C. S. Lewisa. Potem podjechaliśmy pod katowicki "Empik" (oglądaliśmy m.in. znakomity leksykon mitologiczny dotyczący religii Wikingów) i tam otrzymaliśmy telefon od Shani i Indil, które już na nas czekają w Klubie. Dotarliśmy do nowej siedziby ŚKF przy ulicy A. Górnika przed 17.00 (kilka osób odwiedziło nową siedzibę po raz pierwszy). Tam dojechali też: Małgorzata "Smoczyca", Salamistra (której gratulujemy dostania się na wymarzoną ASP!), Tom Goold oraz kilka osób zainteresowanych działalnością Parmadilich. Po załatwieniu różnych spraw klubowych, po obejrzeniu nowych wydawnictw Sekcji (np. anglojęzycznego Aiglosa, który prezentował dorobek polskiej tolkienistyki na konwencie w Birmingham), po przejrzeniu naszych archiwów ruszyliśmy do naszego nowego miejsca spotkań - sympatycznej restauracyjki "Selene"...
[Zdjęcia na Niezapomince]
Po wejściu do naszej nowej zaprzyjaźnionej restauracyjki "Selene" (niestety słynna Herbaciarnia przy katowickim Rynku została zamknięta), jej wystój wnętrza od razu skojarzył nam się z Rivendell, a Arath stwierdził wręcz, że obrazy na ścianach (z krajobrazami śródziemnomorskimi) na pewno przedstawiają Valinor i Valmar. Obrady rozpoczęło stuknięcie czarodziejską laską Indil (wprowadzamy nowe "rytuały" , na stole (dłuuugim, eleganckim - nareszcie mamy stół, przy którym mogą zmieścić się wszyscy uczestnicy katowickich spotkań Parmadilich) pojawiły się półmiski pełne doskonałej strawy (żurki śląskie, kremy z grzankami, pyszne desery!). Spotkanie upłynęło nam na ciekawych rozmowach, żartach, robieniu fotek (czekamy jeszcze na zdjęcia od Adaneth), wakacyjnych wspomnieniach, relacji ze swoich najdziwniejszych snów, opowieściach o ostatnich lekturach, podziwianiu kandydata na naszą maskotkę (pluszowa śpiewająca "gollumowa" żaba, którą zaprezentowała właścicielka restauracji) i na wielu, wielu przyjemnych rzeczach, wliczając w to delektowanie się znakomitą kuchnią... Trzykrotne stuknięcie magicznej różdżki Indil zakończyło spotkanie około godziny 21.00.
[Zdjęcia na Niezapomince]
Razem z Athrandirem i Tomem Gooldem chcemy serdecznie podziękować Adanci za piękne prezenty, jakimi były stworzone przez jej zdolne ręce elfickie hafty - dla Toma herb "Niezapominki", dla Athrandira herb Elendilich, a dla Gala drzewo Amalionu (na zdjęciu na Niezapomince). Le hannam, Adaneth!
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Dúnadan
Enneagram: 4w5 Pomógł: 9 razy Wiek: 27 Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 220 Skąd: Caerdydd, Cymru
Wysłany: 24-08-2005, 10:26
A teraz kolej na moje sprawozdanie.
Dla mnie zjazd zaczął się w poniedziałek wieczorem, kiedy przed 19 spotkałem się na peronie z Indil. Razem poeczaliśmy na pociąg Adanci, który o dziwo przyjechał nawet punktualnie. Udało nam się wypatrzeć Adancię w tłumie wysiadającym z pociągu, powitaliśmy się, a nastepnie poszliśmy do Red Pubu. Tam, najpierw trochę rozmawialiśmy na różne tematy, mówiliśmy m.in. o remoncie Klubu, turniejach rycerskich, tańcach dawnych, jesionach, cisach i o tym jak uszkodzić głośniki grające nam nad głową. Po pewnym czasie naszą uwagę zwróciło akwiarium z rybkami, więc przesiedliśmy się, aby mieć lepszy widok. Ogladając rybki, nadawaliśmy im rózne tokienowskie imiona, w zaleznosci od ich zachowania. Była mała łaciata rybka Frodo, którą wszyscy przeganiali, duża łaciata rybka Sauron, która głownie goniła Froda, mała ciemna rybka o wrednym wyrazie pyszczka, która ochrzciliśmy Morgothem, duża ciemna Ungolianta, rybka w żółto-czarne pasy, która była krasnoludem robiącym podkop w prawej częsci akwarium (całkiem sporo udało jej się wykopać) oraz dwie rybki Gollum i Sméagol, które pełzały po ściankach akawiarum i były przez wszystkich lekceważone. Poza tym były również z tego co pamiętam: galadriela, nazgul i czerwona rybka zwana Smaugiem. gdy zrobiło się już trochę późno, stwierdziliśmy, że idziemy do domów. Pocżątkowo polanowaliśmy (a wkażdym razie ja planowałem), że odprowadzę Adancię i Indil do domu od Indil (gdzie Adancia miała spać). Jednak ponieważ Indil stwierdziła, że potrzebuje spaceru, więc w rezultacie to one odprowadziły mnie do domu (za co dziękuję ). I tak sończył się dla mnie pierwszy dzień zjazdu.
Nastepnego dnia, udałem się do domu Indil, a nastepnie w trójke poszliśmy na dworzec, gdzie czekał już na nas Arath. Indil się od nas odłączyła , ponieważ poszła porządkować Klub. Zakupiliśmy bilety i po stosunkowo krótkim oczekiwaniu na pociąg, pojechalismy do Sosnowca, gdzie na dworcu spotkaliśmy Athrandira, który jechał tym samym pociągiem. Razem udalismy się w poszuliwaniu domu Gala, który szybko udało nam się znaleźć (dzięki Adanci). U Gala zaczęliśmy od herbatki, poczas której gal opowiadał nam swój sen o delfiach nosatych, potem udalismy się do jego pokoju, gdzie ja rzuciłem się do ogladania biblioteczki. jak już pisał Gal rozmawialiśmy o różych rzeczach, oglądaliśmy materiały do nowego Simbela oraz różne ilustracje. Około 10:30 przybyła Mirime. Ponieważ trochę zgłodnieliśmy, Gal zamówił pizze. W miedzyczasie oglądalismy na kompie dokument o Wrzeszczących Facetach oraz tolkienowski odcinek South Parku. I tak mijał nam czas do 15:30, kiedy udaliśmy się do Katowic (z wyjątkiem Mirime, która miała jakieś sprawy do załatwienia). Pozwiedzaliśmy trochę księgarnie, anastepnie udalismy się do Klubu, gdzie czekały już Shani i Indil. Troche posiedziliśmy w Klubie (w miedzyczasie przybyli Małgorzata, Salamistra, lLiranna i Tom Goold) i wkońcu odaliśmy się do restouracji Selene, gdzie miło spędzaliśmy czas do 21. Dal nmnie spotkanie skończyło się tym, że Gal odwoził nas (czyli Adancię, Indil, Salamistrę i mnie do domu). Zjazd zakończył się dziś rano, kiedy razem z Indil odprowwadziliśmy Adancię na pociąg.
Chciałbym podziękować wszystkim obecnym na zjeździe (przede wszyskim Adanci, z której inicjatywy zjazd w ogóle się odbył).
_________________ Jeżeli zgubiłeś drogę i chcesz ją odnaleźć posłuchaj tętna tej ziemi. Jeśli ogłuchłeś na jej głos, szukaj jej w mitach ludu.
Franciszek Frączek
Kiedy po 5 godzinach jazdy w upale sięgającym 40 stopni (taka pogoda była w pon. w Ithilien) zmarnowana wysiadłam w Katowicach, od razu wpadłam, ekhem, w ramiona Indil i Randira, a potem razem poszliśmy do pubu "w celu upicia Adanci" . Jednak jako że Adanci naprawdę po takiej jeździe wiele nie było trzeba, poprzestałam na coli, dyskusji o tańcach dawnych i irlandzkich, drzewach i sposobach wywoływania zwarcia w instalacji elektrycznej (to w związku z muzyką z głośnika nad moją głową). Następnie przeszlismy do tematów rybnych, co Randir opisał już dość szczegółowo (dodam tylko, że rybka-krasnolud usiłowała sie z Indil porozumieć mową gestów, a po obserwacji niektórych złośliwych akwariowych zachowań mieliśmy szczerą ochotę zamówić sobie sushi (Elbereth, jak to się pisze?) z Morgotha. Wieczór zapadał, więc odprowadziliśmy Randira do domu (hehe), a potem biedna niczego niespodziewająca się rodzinka Indil została nawiedzona przez żądną noclegu Adaneth :nie ma tak wrednej mordy w emotikonach niestety:
Następnego dnia, czyli we wtorek, w siąpiącym powoli deszczyku udaliśmy się na dworzec, gdzie spotkaliśmy Aratha wraz z ogromnym zielonym... polnym konikiem. Tak, konikiem. Zielonym. Siedział na poręczy schodów i wachlował się płetwa... czułkami. Indil, umierajaca z tęsknoty za zapachem unigruntu, uciekła malować Klub, a my we trójkę pojechaliśmy do Sosnowca. Tam złapaliśmy Zielonego Admina (który wcale nie był zielony ) i dzięki wszczepionemu w Adancię GPS-owi bez najmniejszych trudności dokonaliśmy najazdu na Galowy Domek. No ale przynajmniej pozmywaliśmy po sobie naczynia.
U Gala w przerwach między komsumpcją napojów i pokarmów stałych oglądaliśmy książki i zawartość twardego dysku, przeczekaliśmy jedną burzę, dotałam przepiękną grafikę przedstawiajacą Aragorna zaglądającego w Palantír, pomilczeliśmy do siebie, powitaliśmy i pożegnaliśmy Mirime, okazało się, że Adancia się jąka i kompletnie nie umie się wysłowić , a kiedy już wszystko wyszło na jaw, opuściliśmy Sosnowiec i przenieśliśmy się do Katowic (i obiecujemy, że nikomu nie zdradzimy miejsca, gdzie stoją na parkingach zupełnie niezamknięte samochody ) W Katowicach po odwiedzeniu księgarni i empiku dojechalismy do Klubu, gdzie poznałam tyle osób, że już niewiele pamiętam , ale Wszystkich najszczerzej pozdrawiam . Pewna bardzo niewielka osóbka skierowała rozmowę na tematy tolkienowskie imponując wszystkim i odbierając Adanci zdolność mówienia już całkowicie (ta dzisiejsza młodzież bardzo solidnie utolkieniona jest ) A potem poszliśmy do restauracji, która (chociaż obsługa i właściciel na pewno jeszcze tego nie wiedzą) ma szansę stać się nasząknajpką klubową pod nazwą Ithil / Isil. No, w każdym razie pochodząca z Ithilien Adancia czuła się jak w domu.
Po zjedzeniu paru bardzo smacznych potraw, wycprykaniu wszystkich klatek na kliszy, pobawieniu się sztuczną "ręką" (zwaną także elementem drewnianym lub po prostu kijkiem ) Parmadili zaczęli się rozchodzić i rozjeżdżać... I tak zjazd właściwie dobiegł końca. No, jeszcze u Indil przerobilyśmy kilka testów osobowości (stwierdzajac przy okazji, że nie są one z całą pewnością przeznaczone dla tolkienistów, gdyż żadna z odpowiedzi a, b i c nie jest prawidłowa), jeszcze tylko rano Indil i Randil wsadzili mnie do pociągu... ekwipując mnie w cudownie aliteryzowaną lekturę na drogę, dzięki, Randir, oddam za rok ... no i skończyło się całe to wywołane przez Adancię diabli wiedzą po co zamieszanie .
Dziękuję Wszystkim, którzy byli razem z nami, szczególnie Indil za wszystko , Randirowi też za wszystko , Galowi zwłaszcza za zezwolenie na dokonanie najazdu , Arathowi i Athrandirowi szczególnie za bardzo dzielne milczenie, które bardzo mi pomogło i wiele mnie nauczyło , Mirime i Shani za konsultacje Simbelkowe i całą resztę , Tomowi szczególnie za to, że się do mnie uśmiechał ... eh, nie wyliczę, ale naprawdę dziekuję Wszystkim za wszystko. Nie uwierzycie, jak bardzo teraz jest mi potrzebna świadomość, że bardzo niedawno siedziałam razem z wami w knajpie czy nad pizzą czy nad bzdurnymi filmidłami, że milczeliśmy razem w samochodzie, tak po prostu, ramię przy ramieniu (tak, to mi było i jest potrzebne, Ath, może bardziej niż długie gadanie... więc nie krzycz na siebie, dobrze? ) No, wiem teraz, że trzeba zebrać całą odwagę i zajrzeć w ten mój palantír, cokolwiek w nim zobaczę, nie uciekać już dłużej, zebrać się w sobie i przejść przez trudne i ciemne chwile, jak przez ścieżki umarłych, walczyć... żeby za rok znowu móc z Wami być. Co daj nam Eru. Prawda?
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
za rok dlatego, że w związku z długą jazdą (5-6 godzin w jedną stronę) i małą ilością dostępnych dla mnie pociągów (ceny) musiałabym brać urlop (bezpłatny - innych nauczycielom nie dają) żeby z Wami pobyć na tyle długo, żeby to miało sens. Więc mogę jeździć tylko wtedy, kiedy nie ma szkoły. Ewentualnie w ferie zimowe, no ale wtedy fly by PKP może grozić zapaleniem płuc
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Następnej relacji nie będę pisać, nie bójcie się, , ale ja również dodam, że spotkanie naprawdę nam się udało i oby więcej takich inicjatyw
Adanciu, nie martw się. Z Ithil do Ithilien nie jest aż tak daleko, przed nami jeszcze piękna (mam nadzieję) jesień, a że w Moczarach i okolicach grasuje silne hobbickie bractwo rowerowe, spotkanie wcześniejsze niż za rok nie jest wykluczone. Nie znasz dnia ani godziny
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum