Zapraszam do opisywania w tym miejscu naszych wyjazdów, podróży, eskapad, questów i pikników . Niechaj będzie to temat, w którym możemy podzielić się z innymi Elendilimi naszymi wrażeniami.
Niechaj za opis mojego ostatniego pobytu w Alpach włoskich wystarczą te zdjęcia:
Miejce: Piancavallo (1300 m n.p.m.) koło Aviano - najwyższy szczyt, z którego zdjeżdża się na nartach to Monte Tremol (2007 m n.p.m.).
Czas: 7-13 stycznia b.r.
Śródziemne skojarzenia: czułem się tam czasem jak w Górach Białych (Ered Nimrais), a czasem tak, jakbym spoglądał na dolinę Tumladen, w której leżało królestwo Gondolinu. W związku z trwającą wiele dni inwersją klimatyczną chmury znajdowały się pod nami, a nad nami dominowało błękitne niebo. Chmury zasnuwające całą nizinę u stóp gór były niezwykle malownicze. Uwieczniłem je na wielu zdjęciach.
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Ja z kolei bylem na wielu roznych wycieczkach/podrozach, lecz najbardziej podobaly mi sie wyprawy. Najbardziej zapadl mi w pamieci oboz przetrwania 2lata temu w Puszczy Augustowskiej gdy to wypuscili najstarszych w tym juz mnie [16lat] do lasu na dwa dni, zrozumialem co to znaczy mieszkac z lesie i na dluzsza mete wcale nie polecam [chodzi o dzisiejsze czasy]. Pierwsza noc a wlasciwie jej ostatnia polowe spedzilem na drzewie niedaleko rzeki, druga juz na skraju lasu w czyjejs altance [nie bylo nikogo a moja sytuacja byla "wyajtkowa" wiec skozystalem] o jedzenie i picie nie bylo trudno, nie liczac wlasncyh zapasow zabranych z obozu w lesie bylo nieco jagod, jedzenia [albo czegos co tak wygladalo] z altanki nie bralem. Po dwoch dniach przed zachodem slonca cala grupa wypuszczona w las miala sie spotkac na moscie nie daleko Augustowa, na szczescie nikomu sie stala sie wieksza krzywda, prawie wszyscy pogryzieni przez owady i inne stworzenia mniej grozne. Ogolnie bardzo mi sie podobalo, bylo troche smutno samemu ale wrazenia extra: cicho, ciemno, las, szum wody .
Nastepna ciekawa wyprawa juz w tym roku, byl maly wypad organizowany przez mojego przyjaciela, w 12 osob [8chlopcow i 4dziewczyny: jedna z nich moja dziewczyna i druga mojego kolegi byly z nami z powodu pewnego uczucia nazywanego potocznie miloscia , dwie pozostale z czystej przyjazni i checi przezycia przygody [przygody przerzytej na wyprawie nie tej przygody z mezczyzna ].
Tak wiec 12osob zebralo sie wczesnym rankiem 15lipca na Placu Wolnosci w moim rodzinnym miescie Biała Podlaska i po godzinie 7:00 wyruszlismy piechota na poludnie: z prowiantem, namiotami, mapą, innymi przedmiotami przydatnymi w takiej wycieczce, i kilkoma okazami broni białej [ja i trzech towarzyszy mielismy łuki wlasnej roboty, jeden najstarszy (27lat) mial miecz swoj wlasny - jest rycerzem w okolicznym bractwie i pewne doswiadczenie ma wiec nie bylismy zgubieni, po za tym kazdy mial ze soba noz ( tak szczerze to łuki i miecz na nic sie nie przydaly procz tego, ze trzeciego dnia moglismy sobie postrzelac do celu)], i ubraniami przygotowanymi na 5dni, planowalismy po pieciu dniach wrocic do miasta lecz sie przedluzylo o dwa dni-tak nam sie podobalo. Od 7:00 do kolo 18-19 szlismy z kilkoma przystankami na poludnie, kilka mil za miastem opusilismy droge asfaltowa i wkroczylismy na bezdroza: łąki, pola, laski, lasy. O 20 bylismy okolo 10-15km za miastem, rozlozylismy oboz na skraju jakiegos malego lasu miedzy malymi zadko rosnacymi drzewkami, namioty rozstawiony w kolo ogniska, bezchmurne niebo, cisze przerywalo tylko nasze gadanie, na skraju lasu, w promilu kilku kilometrow zadnego czlowieka, ukochana kobieta u boku - nie wiem jak to opisac...czulem, ze zyje...nie tyle w Środziemiu co poprostu...zylem i bylem niezwykle szczesliwy, tak jak chyba kazdy z naszej 12-tki.
Pierwsza noc spalismy wszyscy procz naszego rycerza Roberta, ktory pelnil warte do dwoch godzin przed switem. Przed poludniem wszycy wstalismy zebralsimy sie, zjedlismy sniadanie i kolo 13 dalej ruszylismy w droge. Drugi i trzeci dzien spedzilismy w tym samym miejscu okolo 8-10 km od wczesniejszego obozu tym razem na polu nad rzeką Bug. Znow namioty w kolo ogniska, blisko 100m od rzeki a, ze znamy sie nie od dzis i ufamy sobie to z umyciem sie z rzece tez nie bylo problemu. Bylismy nie daleko granicy i slyszelismy za wschodnim brzegiem kilku ludzi. Drugi dzien minal na rozmowach przy ognisku i spacerach po okolicy. Trzeci dzien do zachodu slonca znow spedzilsiym tak samo z tym, ze ja i trzech kumpli co mieli łuki potrenowalismy troche...inni tez troche z tego skorzystali. Tym razem chcieslimy sprobowac podrozowac noca...wiec znow zpakowani ruszylismy w droge...do wschodu slonca nie zaszlismy daleko...niestety jakies 5km od wczesniejszego miejsca pobyotu.. to byl znak by podrozowac za dnia. Prawie polowe czwartego dnia przespalismy...druga polowe znow spedzilsimy w drodze...poczatkowo mielismy wracac powli do miasta ale jakos wiekszosc chciala jeszcze zostac...a zeby nie robic takiego chaosu to te kilka soob co chialo wracac spedzilo z nami jeszcze te dwa dni. Piaty dzien w lesie...bardzo ladnym...tak szczerze powiedziawszy to przypominal mi pogranicze Lothlorien [te z filmu]: zadko rosnace drzewa, wysokie piekne, choc tamten las nawet sie nie umywa nawet do pogranicza Lórien to i tak byl piekny. W tym lesie mialem takie dziwne mysli gdy sie przechadzalem po nim sam i z dziewczyna...mialem takie pragnienie zostac tu jeszcze dluzej...lub tez pozucic dom i rodzine, porwac ukochana i wyruszyc w swiat...tak mi sie tam podobalo...i ten pobyt w lesie roznil sie od pobytu w puszcy augustowskiej tym, ze nie bylem sam, las byl piekniejszy i czas nie gral z byt duzej roli. Nawet krotkie spacery po parku potrafia przeniesc umysl do Lórien, lasow Doriathu...6 i 7 dzien prawie cale w drodze...procz nocy...juz wracalismy prosto do miasta...choc serce mnie jeszcze ciagnelo do tego lasu...musialem wracac. I tak 23lipca po poludniu, po ponad 7dniach wrocilismy do domu. Nie zaszlismy bardzo daleko ale bylo warto, polecam Wam podobne wycieczki...oczywiscie za zgoda rodzicow i odpowiednim towarzystwem
Oczywiscie nasi rodzice wiedzieli co robimy i gdzie...kazdy mial ze soba komorke...chociaz o zasieg bylo trudno...zwlaszcza przy Bugu, prowiant wlasny wystarczyl nam na cala podroz i niektorym jeszcze zostalo po powrocie. Moze nastepnym razem sproboje cos sam upolowac w lesie
To tyle z moich ciekawszych wycieczek. Troche slabo opisalem tą podroz lecz bylo to prawie pol roku temu i nie mam az tak dobrej pamieci...lub moze dzisiejsza pogoda tak na mnie dziala [chmury, deszcz...nuuuda]. Pozdrawiam i zachecam do przezywania podobnych przygod.
_________________ The Dark Lord has Nine. But we have One, mighter than they:
the White Rider. He has passed through the fire and the
abyss, and they shall fear him.
Przeżyłam dziś fascynujący rajd pieszy po Ithilien, czyli po Kazimierskim Parku Krajobrazowym. Wyruszyliśmy w ósemkę, z nadzieją zobaczenia chociaż jednego olifanta (a ja z sekretną nadzieją na spotkanie z chociaż jednym... Faramirem ). Przemierzyliśmy jakieś 15 kilometrów przez pachnące, zielone trawy i chaszcze wszelakie (w których myśmy spokojnie mogli sie schować, ale... olifanty chyba nie. Mimo to nie stwierdzono na całej trasie ich obecności No, być może jakiś Faramir gdzieś tam jednak się chował, a może onieśmielała go obecność moich kolegów? )
Na trasie widzieliśmy wszelkie zioła, jakie Sam wyliczał przy okazji gotowania pamiętnego królika, i jeszcze ponadto oregano. Odnaleźliśmy także polankę porośnietą takim białym baldaszkowatym zielskiem, które nie nazywa się "cykuta". Niestety, Lúthien chyba chwilowo była zajęta gdzie indziej... i Beren też. Nikt nie tańczył. Ale polanka była naprawdę przepiękna.
Górki i dolinki, wąwozy i wądoły, źródełka i potoczki, i wszędzie zieleń... Do tego towarzystwo kilkorga bardzo mądrych ludzi (w bardzo różnym wieku) - i parę godzin śmiesznej i poważnej rozmowy, nawet wspomnienia bardzo, bardzo dawnych i szczęśliwych dni się przyplątały, heh. No, żeby nie było za słodko i jak na Ithilien przystało, ślady pobytu orków także stwierdziliśmy. Śmiecą tak samo, jak śmiecili onegdaj. Może kości trochę mniej wśród wpółzwęglonych śmieci zostawiają
Jeśli wyszły zdjęcia, to jutro kilka tu wkleję. I zapraszam do Ithilien!
rajd2.jpg
Plik ściągnięto 49 raz(y) 105,52 KB
rajd1.jpg w Ithilien rośnie... piwo :-))))
Plik ściągnięto 49 raz(y) 112,87 KB
rajd3.jpg
Plik ściągnięto 47 raz(y) 69,48 KB
rajd4.jpg a na Berenowej polanie...
Plik ściągnięto 177 raz(y) 114,26 KB
Ithilien1.jpg zieleń i Adancia
Plik ściągnięto 59 raz(y) 110,55 KB
_________________ Truth himself speaks truly or there's nothing true
Istari Berserker
Enneagram: Wiz Pomógł: 32 razy Wiek: 22 Dołączył: 04 Maj 2005 Posty: 761 Skąd: Nie z Soli ani Roli
Wysłany: 01-08-2005, 22:30
Na prośbę Nolimona wykonane:
"Streszczenie najważnieszcych punktów tegorocznej wyprawy w Tatry."
(W oryginalnej transkrypcji dialogów bez upiększaczy estetycznych, tam gdzie wypaczyłoby oryginalne odczucia Dwóch Wędrowców, a także z dodanym okazjonalnie pseudo-modułem MUD )
(Zalecana Tatr znajomość, albo lepiej... przed sobą rozłożenie stosownej mapy)
Na Drodze Oswalda Balzera, na przeciwko Nosala jest miła memu sercu chata gdzie Rafer Biały (z jednym tylko towarzyszem... wszak: "Co 2 to Drużyna" ) miał swój sztab operacyjny i skąd skoro słońce... a po upadku tego pomysłu... skoro "nie ma DUŻEGO deszczu"... na szlak wyruszał...
Trasa 0: słownie "Trasa Zero"
-Rakreacyjnie (po nocnej jeździe PKP) na Góbałówkę (wejście+zejście koło wyciągu ologowanego na Niebiesko-Żółto)
-(badanie pokrycia śnieżnego na domniemanych trasach przemarszu)
Trasa 1 ("Kozacki Tur de Czerwone Wierchy"):
-"Wyłączcie tego #$%$^% koguta już wstaję! ":wink:
- Asfaltem (koło kościoła, ładnego drewnianego) aż do Kuźnic... i patrzę jak te @$##%#% z Warszawy stoją w tym korku. (kolejce na wyciąg na Kasprowy)
-Heja kocimi łbami na Kalatówki i na Halę Kondratową (po drodze photo na Carrock ).
-Zielonym szlakiem w lewo w górę na Przełęcz pod Kopą.
-Czerwonym sz. granią graniczną naszego Królestwa, przez Kopę Kondradzką i Czerwone Wierchy wszystkie po kolei aż do Ciemniaka. („Gicio!...” :mrgreen: )
-Na dół Twardym Grzbietem (ciągle czerwony sz.)aż do Doliny Kościeliskiej (Niespodziewane spotkanie z mieszkającym w parafii na mojej ulicy księdzem wikarym -400km od domu i na wysokości1500 m.n.p.m.!!! ).
-I z powrotem do domu: Ścieżką nad Reglami (czarny sz. ciągle góra-dół) na Miętusi Przysłop, Przełęcz w Grzybowcu, Sarnią Skałę, za Krokiew (o tym podejściu zapomniałem jak wytyczałem szlak „-Ups!...” ) i do Kuźnic.
-Do domu już na czworakach
-<lozko: lez bez ducha>
Trasa 2 ("Dla zabicia czasu"):
-Asfaltem jw. i przed Kuźnicami w lewo na Nosala hej.
-Na Nosalową Przełęcz i żółtym sz. w lewo na Polanę Olczańską (po drodze zdjęcie Ithilen )
-Zielonym sz. na Wielki Kopieniec
-(Gapienie się w góry- analiza gdzie na południu jest Przełęcz Zawrat i ile jest tam śniegu )
-Na dół do Toporowej Cyrhli
-Do domu drogą przez Jaszczurówkę
Trasa 3 ("Na Zachodzie bez zmian"): -"...Zjadłbym rosół!"
-Na dworzec PKS z kapcia przez miasto.
-<bus: Enter!>
-brum brum na zachód na początek Doliny Chochołowskiej.
-<bus: Out!> <driver: pay 5 zlote od łba>.
-Długo i płasko w górę aż do schroniska na Cho-cho. Polanie (de facto nudy)
-W prawo żółtym sz. na Grzesia
-Granią -granicą Królestwa Polskiego wielki łuk przez: Długi Upłaz, Rakoń, Volovec (czyt. po naszemu Wołowiec ), Łopatę, Jaszczębczy Wierch i Kończysty Wierch w totalnym morzu mgieł . (Jaaazda! )
-Oglądanie samotnej kozicy
-Na dół zielonym sz. na Trzydniowski wierch
-Czerwonym sz. (tym w lewo) na Jaszczębczą dolinę i potem Szlakiem Papieskim.
-Znowu Doliną Cho-cho. w dół. (nawet miło bo przez całą drogę dyskusja o arkanach średniowiecznej sztuki oblężniczej )
-Bus na początek Krupówek
-Przemarsz dwóch ubłoconych zdobywców przez tłumy tych ^%#$#$#(powiedzmy wywczasowiczów) z Wa-wy z miną na totalnego kozaka.
Trasa 4 ("Program Fakultatywny - Kasprowy Dabliu"):
-Asfaltam (koło kościoła) i tradycyjny śmiech w Kuźnicach z tych @$#%%@ stojących 4 godziny w kolecje
-Zielonym sz. w górę na Kasprowy Wierch
-Czerwonym sz. na wschód granią graniczną przez: Beskid, Skrajną Turnię i Pośrednią Turnię.
-Oglądanie stada kozic.
-Oglądanie Świnicy z Przełęczy Świnickiej (<grożenie palcem> "Za rok ty $#%#^ Świnico! błahaha! " )
-Na dół czarnym szlakiem, (ładny śnieg) aż do stawów
-W prawo niebieskim sz. na Karb i Mały Kościelec
-Czarny Staw ("-który?..."" -Gąsienicowy! " )
-Na dół do schroniska Murowaniec (photo: Rivendell)
-Pomiędzy Małą a Wielką Królową Kopą, do rozwidlenia sz.
-W lewo Żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynkę, do Kuźnic ("O... gdzie moja ulubiona kolejka?" )
-Do domu standardowo
Trasa 5: ("Pełne Kozactwo- Tylko dla Orłów") -"Znowu ten $#$%^ kogut?! PODAJ NOŻ!!!"
-Kapciem na PKS
- -<bus to Lysa Polana: Enter!>
-Nieoczekiwany przystanek pod domem <Anger +5> <Inteligence -5> (...i godzina w plecy, a wystarczyło poczekać aż sam przyjedzie)(kierowca nie stawał na żadnym przystanku w Zakopcu prócz tego jednego):evil:
-<bus: Out!> <driver: pay 5 zlote od łba>.
-Białczańska Palenica.
-Na południe aż nad Morskie Oko.
-W lewo żółtym sz. zwanym "Ceprostradą" na Szpiglasową Przełęcz. (za plecami mając Czarny Staw pod Rysami)
-Na dół przez Szpiglasowe Perci (przez łańcuchy i śniegi "JAZDA!!! ")
-Dolina Pięciu Stawów Polskich (po lewej Czarny Staw Polski)
-W lewo niebieskim sz. na przełęcz Zawrat.
-"-Co jest za tą granią? -eee... NIC nie ma!"
-Harcore łańcuchy (ale ile śmiechu mieliśmy ) i śniegi (to dopiero pełen ubaw!) ...na dół niebieskim szlakiem.
-Północne brzegi Czarnego Stawu Gąsienicowego (<read: tabliczka informacyjna> ":Szlak turystyczny bardzo trudny..." " -AGHHH...!!!" a góra po kwadransie mści się deszczem )
-Na dół do schroniska Murowaniec (wyżymanie ubrań)
-Pomiędzy kopami (tak jak poprzednio), ale tym razem w prawo niebieskim szlakiem na Boczań. ("-O mój Eru ja biegnę!!! Życie jest piękne!!! ")
-Połączenie się ze zielonym szlakiem z Nosala i na dół w lewo.
-Kuźnice ("Znowu nie ma nikogo z W-wy ... to pewnie przez ten deszcz o 16:00... szkoda ")
-Do domu. <buty: wylej wode> <ubranie: susz>
Trasa 6: ("Goodbye Tatra Mountains!")
-<adasie: przyodziej>
-Asfaltem ...wiadomo jak...
-Kuźnice ( "Są wszyscy..." )
-Kalatówi Górski Hotel. ("Gdzie jest to #@$#$$## słońce?!" wobec porażki planów opalania... plan B: <kartka: rysuj gory>)
-Pożegnanie Gór ("Namarie moje ukochane!... Namarie!...")
-zejście do chaty.
I to by było na tyle. Pytania?
PS. To już mój 3 sezon w Tarach!
_________________ ‘Seven Verses from the Crown of Ice’
On your Path,
You may Everything.
You may be Strong and Tough.
You may have Frost in your Heart.
You may even become a Death Knight.
But if you have your Heart on the Wrong Side,
You shall be nothing more just a Common Bastard.
-Raferian the White, 2009
Ostatnio zmieniony przez Raferian 04-08-2005, 21:31, w całości zmieniany 1 raz
Poczytają sobie tylko Podróżujące Jeleńdziki które tu opiszą swoje podróże. Post ten zamieszczam głównie jako odpowiedź na post Rafera EDIT: Skoro Rafer już wyzaznaczał wszystkie szlaki to nie ma sensu już ukrywać mojego opisu ODTAJNIAM A co mia tam: read'n'njoy
Tegoroczny wypad w Tatry odbył się w dniach 25-31 lipca. Ekipa składała się z ludzi w różnym wieku, przy czym ja nie byłem najmłodszy (co rzadko się zdarza na tego typy wyjazdach ) i liczyła łącznie 18 osób, średnio 12 dziennie, w porywach od 8 do 15 Głównym organizatorem jest mój wujek, który bywa w górach od przeszło 20 lat, skład z roku na rok się zmieniał, ja zaciągnąłem się w zeszłym roku. Stałe miejsce noclegu to schronisko?/pensjonat? na Olczy (dokładnie [reklama] Mrowce 27a, polecam [/reklama] ), parę km od Krupówek. Pogoda dopisała w tym roku (w przeciwieństwie do tamtego tylko momentami ponadtrzydziestostopniowy upał dawał się we znaki . Grupa dzieliła się na dwie grupy, z których bardziej doświadczeni szli np na Orlą Perć niestety ja do niej nie należałem Do rzeczy:
Poniedziałek
godz. 8.00 wyjazd
ok. godz. 10.00 jesteśmy na miejscu aklimatyzacja i wstępne rozpakowywanie
ok. 11.00 wyryszamy w drogę: Mrowce - Cyrhla - Kopieniec (świetne widoki, dialog z pewną przesympatyczną zakonnicą - Nosalowa Przełęcz (trzy osoby w tym Nol idą na Nosal reszta kapituluje i udaje sie na Krupówki ) - sprint niemalże przez Nosal do Bystrego, żeby być przed resztą grupy - prawie sie udało, tzn byliśmy prawie równo (zrobiliśmy szlak na 1 h w 20 min ) tylko niepotrzebnie poszliśmy zwiedzać sklep sportowy - Krupówki - powrót na nogach do bazy (nie będę sie rozpisywał co tam się działo )
Wtorek
bus do Palenicy (droga na Morskie) stamtąd odbijamy w prawo niebieskim na Rusinową Polanę, potem troszkę męczące podejście zielonym (677 schodów i to jakich) na Gęsią Szyję - Gęsia Szyja (fajne skałki, widoczki) - zejście do przecięcia z czerwonym i dalej zielonym przez las aż do czarnego - w górę razem z potokiem przez kosodrzewinę do Doliny Pańszczyca - dalej w prawo żółtym trawersując stok Żółtej Turni do Doliny Gąsienicowej aż do Hali Gąsienicowej i Murowańca (naprawdę robi wrazenie jak Ostatni Przyjazny Dom ) - czekanie 1h na "tyły" grupy wśród tych "burrarum" o których napisał Rafer - zejście niebieskim przez Upłaz do Kuźnic - chata Środa
Krupówki - "tam i z powrotem", czyli Gubałówka - Krupówki (weterani poszli na Perć a młodsza grupa niechciała się ruszać w góry :\ )
Czwartek
bus pod Krokiew - oglądanie treningu polskiej kadry na średniej skoczni, w tym Adasia Małysza, parę fotek owego Małysza i uzyskanie autografów - bus do Doliny Kościeliska, w górę doliną pośród chmary "burrarum" do Smreczyńskiego Stawu (odpoczynek, jedzenie borówek śliczny staw etc) - na dół do schroniska Ornak - w dół Doliny i w lewo do Jaskini Mylnej - Mylna (genialna jaskinia - gorąco polecam - jak w tunelu orków Górach Mglistych ma gdzieś z 270m chyba ) - wyjście z Mylnej, umycie się z błotka i podejście do Wąwozu Kraków - Wąwóz Kraków przeurocze miejsce (w zeszłym roku po deszczach płynęła tamtędy rzeka - to dopiero była frajda kamień-kamień-kamień-chlup-kamień-chlup-kamień-kamień-chlup ) Smocza Jama, drabinki, łańcuszki, ostre podejście przez jaskinię (ślisko ) potem zejście z powrotem do Kościeliska (cała dolina jest naprawdę cudowna) - powrót
Piątek
planowałem wyjść na Kościelec albo Kasprowy, ale nikt nie chciał ze mną pójść - jedni znów na Perć, inni zniechęceni upałem w końcu doszło do ugody i wyruszyliśmy nad Morskie Oko z Palenicy tym razem prosto asfaltem (9km w upale) - po drodze Wodogrzmoty Adasia i ładne widoki na Tatry Wysokie - wokół Morskiego - konkretne podejście nad Czarny Staw pod Rysami - sesja zdjęciowa nad Czarnym Stawem, podziwianie Rysów, Mięguszowieckich i śniegu - zejście i drugą stroną Morskiego do schroniska, po drodze parę fotek (niestety nie moim aparatem, ale powienienem je dostać) - powrót (niestety moja propozycja przejścia przez Szpiglasową albo Świstówkę do Doliny Pięciu Stawów nie została przeforsowana )
Sobota
spod Krokwi przez Sarnie Skałki (piękna panorama Zakopanego, Podhala, Beskidów) do Strążyskiej pod Giewontem, odpoczynek pod wodospadem Siklawicą - zejściedo Krupówek - pożegnanie z Zakopanem i górami
Jak widać nie pochodziłem sobie wysoko ani zbyt dużo tak jakoś wyszło, ale mimo to było rewelacyjnie :D:D planowany jest też następny wypad jeszcze w sierpniu na trzy dni i mam nadzieję, że od tej pory będę jeździł w Tatry częściej, co najmniej co roku i jeszcze je schodzę
_________________ - Jakże Eru mógłby wejść w świat, który sam stworzył, On który jest ponad miarę większy? Czy śpiewak może wkroczyć w swą opowieść a twórca w wykonany przez siebie wizerunek?
- On już jest w nim, tak samo jak i poza nim - powiedział Finrod
J.R.R.Tolkien, "Atrabeth Finrod Ah Andreth"
Ostatnio zmieniony przez Nolimon 05-08-2005, 20:38, w całości zmieniany 1 raz
Istari Berserker
Enneagram: Wiz Pomógł: 32 razy Wiek: 22 Dołączył: 04 Maj 2005 Posty: 761 Skąd: Nie z Soli ani Roli
Wysłany: 04-08-2005, 21:27
Cytat:
Muszę, muszę, muszę widzieć, co Noliciek napisał
-Powiedziała Ninquel
Cytat:
Damy Radę! ...Chcesz na mapie ładne wzorki? Skołuj kołki i kolorki.
-Odpowiedział Rafer Biały
"A. D. 2005
Wyparawy Rafera Białego i Nolimona
w Góry Południa"
Dodatek A: Mapy
Ps. Innych taterników także zapraszam do nadsyłania swych wydeptanych tras... Inne kolorki na mapie nie będą zawadzać
High Tatra Mountains1.JPG
Plik ściągnięto 65 raz(y) 235,21 KB
West Tatra Mountains1.JPG
Plik ściągnięto 58 raz(y) 249,78 KB
_________________ ‘Seven Verses from the Crown of Ice’
On your Path,
You may Everything.
You may be Strong and Tough.
You may have Frost in your Heart.
You may even become a Death Knight.
But if you have your Heart on the Wrong Side,
You shall be nothing more just a Common Bastard.
Jeśli chodzi o mnie i tegoroczne wakacje to najciekawszy wypad był na mazury, a po drodze Bitwa pod Grunwaldem, spodziewam się iż nie tylko ja tam byłem, a co więcej walczyłem u boku ojca po stronie Królestwa Polskiego. Ogólnie było bardzo pozytywnie, po za tym, że niestety trzeba było udawać (a szkoda ).
Prawie wszyscy rycerze z całej europy i nawet było troche z poza europy
Byli w pełnej zbroi i z całkiem pokaźnym uzbrojeniem, ja i ojciec wyskoczyliśmy z połtorakami i kolczugami pod ciemnymi płaszczykami. W skrócie:
ponad 1500 rycerzy; po stronie krzyżackiej około 700 a reszta po naszej stronie , bitwa zaczęła się gdy jeden z rycerzy krzyżackich wbił dwa nagie miecze w ziemię, (tak serio to dopiero za drugim podejściem udało mu się oba wbić ) i tak zaczęła się bitwa, tak mniej więcej jak zaczęła się bitwa pod Czarną Bramą na końcu RoTK; masa na mase. I takie tam "micro" to wczesnego wieczorku, troche popadało i po bitwie wielu sie rozeszło w swoją strone a większość po udzieleniu kilku wywiadów dla TV i radia udała się do Malborka na piwo etc. Później z ojcem pojechałem dalej i spędziłem tydzień na jachcie, w sumie prócz bitwy nic ciekawego
_________________ Utulie'n Aure! Aiya Eldalie ar Atanatari, utulie'n aure!
Ja opiszę dzisiejszy powrót z Katowic, bo był co najmniej ciekawy .
Wsiadam do pociągu, pytam w jednym z przedziałów czy mogę wejść, widząć że nie ma sprzeciwu, siadam. Czytam sobie Simbelmynë, kiedy tuż przed odjazdem wchodzi do przedziału pewien pan. Bardzo niezwykły, uśmiechnięty pan. Położył torbę i kiedy tylko zajął miejsce, zaczął mówić. Mówił w prawdzie po polsku, ale z racji tej, że był Czechem, mówił nieco niezręcznie. Ale najlepsze było to, że choć nie znał co trzeciego słowa, wcale się tym nie przejmował. Opowiadał skąd jedzie, pytał każdego w przedziale chyba trzy razy czy na swoim bilecie dojedzie do Gliwic, przy okazji narzekając na tak dużą jego cenę. Później bardzo chciał poczęstować każdego czeską Pepsi, zachwalając ją, że w Czechach kosztuje jedyne dwa złote, następnie zaś podarował dwie termoizolacyjne torby paniom siedzącym obok. Kiedy wspomniał, że w Gliwicach chce się dostać na ulicę, która nazwana była jak jakiś ptak, starsza z pań zadeklarowała, że to pewnie na dzielnicy ptasiej, ja zaś powiedziałem mu, że to pewnie na osiedlu Sikornika. A na to pan Czech zapytał - czy wy mnie obrażać ? Potem opowiadał jeszcze o swojej rodzinie, o tym że jeździ już pociągiem od kilku godzin, rozmowę zaś zakończył pytaniem, co warto zwiedzić w Krakowie. Ale dlaczego o tym piszę, co było w tym tak niezwykłego? Cóż, mnie urzekło przede wszystkim to, że gość nie znając praktycznie języka, potrafił się dogadać jak nikt, a w dodatku co chwile poruszał najprzeróżniejsze tematy. I nic sobie z tego nie robił, że niektórzy uśmiechali się pod nosem. Gość miał to gdzieś. I to było w nim najlepsze. Że wcale się nie przejmował .
Człowiek z Północy
Enneagram: 6w5 Pomogła: 12 razy Wiek: 22 Dołączyła: 08 Lip 2005 Posty: 420 Skąd: Konin/Kraków/Ustronie
Wysłany: 24-08-2005, 15:27
Ja właściwie jestem stworzenie wodne, ale los chciał, że trafiłam na 2 tygodnie w Sudety, dokładniej do Karpacza.
Była to moja pierwsza życiowa wyprawa w góry i nie należała do najłatwiejszych.
Szczerze, przeklinałam góry przez 1,5 tygodnia. Wchodziłam na Śnieżkę z mieszanymi uczuciami i wykręcającym się z bólu żołądkiem w palącym słońcu, ale doszłam i jestem z siebie dumna, na szczycie powitał mnie szalony chłodny wiatr i to sprawiło mi przyjemność.
A wracając do 1,5 tygodnia, wracaliśmy akurat autokarem z Pragi, gdzie cały obóz złożył mi się na 'Pisne ze Stredozeme', słuchając Apocalypticy (Farewell), ujrzałam rzecz niebywałą, której obraz wyrył mi się w pamięci.
Granatowe niebo, szare odcinające się góry i do tego różowo-złote zachodzace słońce, które ostatnimi przemyconymi przed nocą promieniami ociepliło te szare, zimne góry. Widok był niesamowity, połączony z niesamowicie smutną, bo tak rzec mogę, muzyką.
Żałuję, że nie uwieczniłam tego widoku aparatem.
Ano, stało się.
_________________ Nikt nie będzie nam dyktował co myśleć i jak myśleć.
Tak wszystko ku nicości zdąża
Starzeje się, umiera, pada:
Człowiek kona, stal rdzewieje
I drzewo z czasem próchno zjada.
Padają baszty, mur się kruszy
I wonną różę czas wysuszy.
Ciało się znowu w proch obróci,
Imię wyryte słonce spali,
Deszcze wypłuczą, wiatr wysuszy,
Chyba że skryba je uwieczni,
Że piórem w księdze je utrwali,
Unieśmiertelni i ocali.
- z Mistrza Wace'a, anglonormańskiego poety z XII wieku
Zmotywowany kilkoma ostatnimi rozmowani z Elendilimi, odkurzam temat . Nie wiem czemu jest taki zakurzony, przecież chyba każdy z nas podróżuje i nie muszą to być bardzo dalekie wojaże (jak Padre Galadhorna, który mógłby pisać w tym temacie i pisać, i pisać ), o czym zaraz. Jest to też po części motywacja do planowania wspólnej górskiej wyprawy, patrz link . Zachęcam do opisywania, chociaż pobieżnie, swoich wypraw. Wiem, że mamy wśród nas zaciętych wędrowców - Elanor, Valhallę .
Moje tegoroczne podróże w odwróconej chronologicznie kolejności:
Dziś piękna pogoda, więc postanowiłem wyciągnąć kogoś z domu na małą eskapadę . Namówić dał się tylko tata - i to na szczęście on, bo jako jedyny ma prawo jazdy . Jako cel zaproponowałem Magurę Małastowską - ładna góra względnie blisko, gdzie jeszcze nie byłem. Pojechaliśmy trasą zaznaczoną w załączniku . Po kilkunastu kilometrach na południe, wjeżdża się w okolicę zamieszkaną w przeszłości przez Łemków, ludność ukraińską. Pozostała po nich ciekawa zabudowa, mnóstwo kapliczek z charakterystycznymi krzyżami, groby i śliczne drewniane cerkwie - miejscami wygląda to tak, jakby czas zatrzymał się tam 100 lat temu albo jakbyśmy się przenieśli kilkaset km na wschód, na stepy Ukrainy . Do tego przekolorowe lasy . W okolicy jest też pełno cmentarzy wojskowych, bo w okolicy przebiegał front podczas I wś, i kilka stadnin koni - nie wiem czemu tam nie pojechaliśmy, chyba byłem za bardzo zapatrzony na krajobraz żeby instruować tatę gdzie ma jechać . Nie weszliśmy na Magurę, ale przecięliśmy masyw blisko szczytu . Tylko dwie godziny, kilkadziesiąt kilometrów, ale za to ile wrażeń . Aż żałuję, że nie miałem żadnego aparatu . Znalazłem za to teraz świetną stronę o Beskidzie Niskim . Załącznik z mapą.
Tydzień temu byłem na rajdzie (ok. 150 osób - to bardziej przypominało pielgrzymkę ) na Turbaczu w Gorcach. Turbacz, 1310 m, groźna nazwa - wydawało mi się, że będzie ciężko. Ale gdziee tam . Podejście było takie łatwe, że nawet się nie zmęczyłem . Wyszliśmy z Nowego Targu, zeszliśmy do Łopusznej. Od rana była gęsta mgła, koło południa zaczęła rzednąć (a raczej my wchodziliśmy coraz wyżej, a ona opadała). Przy zejściu widziałem Tatry same wierzchołki ponad oceanem mgieł (tak jak na zdjęciach na tej stronie . Było genialnie , chętnie wybrałbym się tam jeszcze raz na dłuższą trasę.
Na razie kończę, mam do opisania jeszcze wyjazdy wakacyjne .
_________________ - Jakże Eru mógłby wejść w świat, który sam stworzył, On który jest ponad miarę większy? Czy śpiewak może wkroczyć w swą opowieść a twórca w wykonany przez siebie wizerunek?
- On już jest w nim, tak samo jak i poza nim - powiedział Finrod
J.R.R.Tolkien, "Atrabeth Finrod Ah Andreth"
Kochani, odświeżam temat, bo okoliczność jest nadzwyczajna. Otóż jeden z nas, Arco Coolbellows, czyli Arek Kubala (autor książki Przewodnik po nazwach miejscowych Śródziemia) wydał niedawno płytę z filmem ze swojej podróży do Indii! Oto link z opisem:
INDIE 2005
Po raz kolejny wystawiam mój amatorski film DVD z wyjazdu do Indii. Idealny dla wybierających się do tego kraju, szczególnie na trasie Delhi-Shimla-Manali-Ladakh. Film jest zmontowany, ma napisy i podkłady muzyczne. Myślę, że daje dobre pojęcie o niesamowitej atmosferze Indii.
Film trwa 80 minut.
Dostępna również wersja angielskojęzyczna.
Oto jedna z opinii osoby, która nabyła tę płytę:
Cytat:
Dziękuję za 80 min zapomnienia o doczesnym świecie! Jestem jeszcze pod wrażeniem! Do tego ta muzyka! Gratuluję! Cieszę się, że trafiłam na Pana aukcję!
Może ktoś, kto kocha Indie albo interesuje się Dalekim Wschodem zechce zakupić od Arco taki piękny film? Polecamy go Waszej uwadze. Aukcja jest na Allegro.
Ja bym bardzo chciała to kupić ale nie jestem zarejstrowana na Allegro i nie chce sie rejstrować (z powodu prostego, kiedyś byłam tam zarejstrowana i strasznie dużo kasy na to traciłam) - więc czy ja też mam szansę nabyć to cudo? Po prawdzie powiem, że to bardziej dla mego mamidła, które jest fanką Indii i Chin i interesuje się nimi od lat, zbierając książki. Ale także lubi filmy podróżnicze z tych krajów. Niedawno właśnie spełniło się marzenie jej życia, bo była na wycieczce w Chinach i przywiozła sporo ciekawych zdjęć.
poz
tal
_________________ "Fanfiction ate my brain, whats your excuse?"
Pomógł: 2 razy Wiek: 36 Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 13 Skąd: Hayne near Buckhill
Wysłany: 13-04-2007, 14:16
Dziękuję pięknie za zainteresowanie! Autor filmu się odzywa. W razie czego zawsze mozna ominac allegro, bo podalem na stronie namiary na siebie. W razie pytań, napiszcie e-mailem. namaste!
Pomógł: 2 razy Wiek: 36 Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 13 Skąd: Hayne near Buckhill
Wysłany: 03-09-2007, 16:11
Zazdroszczę Ryśku! Kierunek - jeden z moich wymarzonych. Przypomniała mi się moja rowerowa wyprawa do Rumunii... Jakby ktoś chciał poczytać, zapraszam:
http://tramp.travel.pl/pu...?p=id361strona1
Arku, jeżeli jeszcze tego nie widziałeś, zapraszam Ciebie i innych do poczytania moich "Dzienników islandzko-tolkienowskich" ze zdjęciami: http://czytaj.elendili.pl...-tolkienowskie/
_________________ Odbicie piękna jak odbicie światła ma w sobie specyficzny urok – gdyby nie to, nie zostalibyśmy zapewne stworzeni.
Pomógł: 2 razy Wiek: 36 Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 13 Skąd: Hayne near Buckhill
Wysłany: 04-09-2007, 13:53
Dzięki za tę ciekawą relację! Nie zgadzam się oczywiście z niektórymi komentarzami, że mało ma to wspólnego z Tolkienem.
Bez zrozumienia Islandii i wczucia się w jej klimat (choć nigdy tam nie byłem) według mnie ciężko w ogóle zrozumieć Tolkiena! Dla mnie jedną z najważniejszych zalet twórczości Profesora jest taka, że w swoich dziełach zostawia takie "magiczne drzwiczki", przez które można wejść i trafić do innych światów - a to do Islandii i Skandynawii, a to do Gotów, Anglów i Sasów czy świata Celtów i ich języków, itd, itd.
Bez tych światów nie byłoby Śródziemia! Islandia JEST żywą częścią Śródziemia!
A przy okazji wcześniejszej relacji z Bałkanów, zastanawiałeś się, która to ewentualnie część Śródziemia?
Ostatnio zmieniony przez Adaneth 04-09-2007, 15:53, w całości zmieniany 1 raz
Enneagram: 9w1 Pomogła: 5 razy Wiek: 26 Dołączyła: 03 Lip 2005 Posty: 63 Skąd: Dziki Zachód
Wysłany: 04-09-2007, 23:11
Zainspirowana powyższymi, jakże barwnymi opisami podróży Elendilich, postanowiłam podzielić się wrażeniami ze swoich tegorocznych wypraw. W przeciągu miesiąca miałam okazję być w aż trzech wspaniałych krajach. Wyszło to trochę przypadkiem, ale chciałabym więcej takich przypadków w życiu doświadczać.
Przechodząc jednak do istoty rzeczy: celem moich „wojaży” padł Egipt, Izrael i Grecja ( a dokładniej wyspa Kreta ). Ciężko jest wyrazić słowami specyfikę tych krajów. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, zupełnie różny od dobrze mi znanej Północy Europy. Jedno jednak na pewno je łączy. Tutaj chciałam sparafrazować słowa Ryszarda Kapuścińskiego, które bardzo dobrze oddają moje pierwsze zetknięcie się z obcymi ziemiami: przede wszystkim rzuca się w oczy światło. Wszędzie – światło. Wszędzie – jasno. Wszędzie – słońce. Jeszcze wczoraj, ociekająca deszczem, jesienna Warszawa. Ociekający deszczem samolot. A tu, od rana całe lotnisko w słońcu, my wszyscy – w słońcu.
Egipt – kraj pełen kontrastów, gorącego, pustynnego powietrza i cudów starożytnego świata, urzekł mnie swoją egzotyką. Nie na darmo używa się powiedzonka „zapadły egipskie ciemności”. Noc w Egipcie jest bowiem czarna i budzi grozę. Gdyby nie gwiazdy świecące niemal fosforyzującym blaskiem i wyrazisty, bardzo jaskrawy księżyc, człowiek mógłby doznać wrażenia, że wpadł w jakąś bezdenną, mroczną otchłań. Jednak światło księżyca i gwiazd dawało wrażenie zupełnie jak z baśni 1000 i 1 nocy. Patrząc z balkonu na bezmiar egipskiej nocy, zaczynałam rozumieć fascynację i podziw starożytnych Egipcjan, skrupulatnie badających niebo i jego niebieskie sfery.
Ludzie w Egipcie zaskoczyli mnie swoją otwartością, uśmiechem i przyjaznym nastawieniem. Wcześniej – przygotowując się do tej podróży – zdarzyło mi się czytać ostrzeżenia dotyczące traktowania kobiet Zachodu przez Egipcjan. Przewodniki mówiły m.in. o tym, żeby nie prowokować, nie odwzajemniać uśmiechów, najlepiej w ogóle omijać ich z daleka, ponieważ większość Egipcjan traktuje Europejki jak istoty nieskromne, prawie prostytutki. Być może te ostrzeżenia nie są bezpodstawne, ale ja w żadnym momencie mojej podróży czegoś podobnego nie doświadczyłam, ani nie odczułam. Spotykałam się z życzliwością i zainteresowaniem ( ale nie było ono nachalne, no...chyba że mówimy o prostych handlarzach czatujących na turystę niemal na każdym kroku ). Generalnie jednak, dało się odczuć, że człowiek znalazł się w zupełnie innym kręgu kulturowym. Afryka i ludzie ją zamieszkujący słyną z kolektywizmu, wspólnoty, która ich łączy. Stąd chyba ta otwartość i przyjazne nastawienie. Społeczności Zachodu są wychowywane w duchu indywidualizmu. Zazwyczaj mijamy ludzi na ulicy bez większego zainteresowania, czy refleksji. Nie interesuje nas ten Inny, jeśli nie wiąże nas z Nim jakiś interes, więź rodzinna, czy przyjacielska. Egipcjanie przeciwnie. Interesują się wszystkim i wszystkimi. Zadają multum pytań dotyczących twojej osoby i twojego życia. Nie jest to jednak sztuczna kokieteria, tylko autentyczne zainteresowanie.
Kolejna sprawa, to kontrasty. Miejscowość w której znajdował się mój hotel to Hurghada. Jedno z najpopularniejszych i najbardziej wystawnych miejsc w Egipcie. Pierwszy rzut oka i z miejsca ma się skojarzenie z Las Vegas. To jednak tylko pozór, bo prawdziwy Egipt zobaczyłam dopiero w drodze do Luksoru. Lepianki z mułu bagiennego, pokryte trzciną, brudne dzieci kąpiące się w Nilu tuż obok zdechłej krowy, wszechobecny brud i nędza, której krańce trudno dostrzec. Prawdziwy Egipt jest biedny i niewykształcony. Do Luksoru jechaliśmy w konwoju składającym się z 80 autokarów. Eskortowało nas wojsko, bo bez niego przejazd do miejsc zwiedzania byłby zbyt niebezpieczny. Patrząc przez okno zaczęłam rozumieć w jaki sposób ukształtowały się korzenie fundamentalizmu. Nie znam się na niuansach wiary islamskiej, ale patrząc na żałosny i smutny widok, który rozpościerał się za oknem, doszłam do wniosku, że to głównie bieda i analfabetyzm muszą rodzić w człowieku wewnętrzny bunt i złość na nasz zachodni świat. Innym czynnikiem jest też kultura. Zupełnie inna od tej, którą znamy. Totalnie nieprzystająca do naszej, stąd też niezrozumiała ( co nie znaczy oczywiście, że gorsza ). Po prostu czuć tą „inność”, w którą – moim zdaniem – nie mamy moralnego prawa ingerować.
Po tych wewnętrznych dygresjach, ani się obejrzałam, kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce. Luksor – jedno z centrów starożytnej cywilizacji, kolebka ludzkości i tajemnic, które fascynują ludzi od wieków. Dolina Królów, kolosy Memnona, starożytne miasto Karnak. Dziwnie się czułam stąpając po ziemi, która niegdyś była ostoją jednej z największych i najwspanialszych cywilizacji w dziejach ludzkości. W grobowcach faraonów widziałam przepiękne freski, które swoim wyglądem potrafią zwalić człowieka z nóg. Równie oszałamiające wrażenie zrobiła na mnie trójpoziomowa świątynia królowej Hatszepsut. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie Karnak. Miasto wybudowane przez Ramzesa II i poświęcone w całości bogowi Amonowi-Ra. Potężne kolumny, ozdobne reliefy, mury obronne zwane pylonami, monumentalne posągi Ramzesa II. Byłam przytłoczona i zachwycona zarazem. Może to banalne, ale człowiek nie może oprzeć się pytaniu, jak oni to zdołali wybudować? Musieli mieć niesamowitych architektów, wręcz geniuszy budownictwa. Po zobaczeniu tego wszystkiego zrozumiałam, co to znaczy, kiedy mit staje się rzeczywistością. Niestety nie było mi dane zobaczyć piramid. Widziałam je tylko z okna samolotu, ale i tam wydawały się potężne, niemal, jak góry. No cóż...może innym razem.
Wróciłam do Polski z mocnym postanowieniem powrotu do Egiptu. Być może jeszcze kiedyś będę miała okazje.
Izrael – kolejny, niezwykły kraj. Choć graniczy z Egiptem, to jest zupełnie inny. Początek podróży to surowy krajobraz usiany skalistymi górami i szarym piaskiem. Bardzo uboga, czasem karłowata roślinność, ale nic dziwnego skoro nasza wycieczka najpierw kierowała się w stronę Morza Martwego. Samo morze w dotyku przypomina oleistą ciecz silnie pachnącą siarką. Jest to jednak „płynna tablica pierwiastków” i kąpiel w nim jest bardzo zdrowa. Dookoła znajduje się pełno uzdrowisk i hoteli, gdzie leczy się wiele chorób ( w tym raka i to – podobno – z powodzeniem! ). Następnie udaliśmy się do Jerozolimy, kolebki trzech wielkich religii monoteistycznych. Miasto położone na wzgórzach, wybudowane na żółtych piaskach, wśród karłowatej, ubogiej roślinności, niemal od razu pobudziło moją wyobraźnię. Pomimo swojej nowoczesnej architektury, cały czas miałam wrażenie, że spotkam gdzieś na drodze ludzi w luźnych szatach i prostych sandałach zok. I wieku naszej ery. Zwiedziłam tam najważniejsze dla chrześcijanina miejsca. Byłam w Betlejem, na Golgocie, w grobie Jezusa Chrystusa. Byłam świadkiem modłów pod Ścianą Płaczu, gdzie przeszedł mnie dreszcz na widok ortodoksyjnych Żydów, którzy tak żarliwie wznosili swoje modlitwy do Boga, że aż ciurkiem ronili łzy, a nawet szlochali wykrzykując słowa do Nieba. Niezwykła ekstaza tych ludzi sprawiła, że poczułam się trochę nieswojo. Szybko więc włożyłam kartkę z prośbą między te stare mury i odeszłam, żeby nie zakłócać ich gorliwych modłów. Poza tym miałam jakieś takie nieprzyjemne wrażenie, że nie jestem( jako turystka ) tam mile widziana. Wolałam więc szybciej się wycofać i nie potęgować napięcia, jakie wzbierało przy tej ścianie, pomimo, że nie byłam tam jedyną turystką. To „napięcie” było zresztą wyczuwalne w całej Jerozolimie. Dookoła chodzili żołnierze z karabinami, ludzie przemykali ulicami raczej pośpiesznie, jakby z lękiem w oczach. Izrael to w końcu kraj licznych konfliktów, a te o charakterze narodowościowo-religijnym są chyba najbardziej wyczuwalne.
Jerozolima to prawdziwie Święte miasto. Zewsząd otacza ją duch religijny, jest tam pełno meczetów, synagog, kaplic, cerkwi i innych obiektów modlitwy. Wszędzie ludzie się modlą, szkoda tylko, że w życiu doczesnym nie potrafią się ze sobą porozumieć i zamiast jedności, są podziały, a zamiast przyjaźni – nienawiść.
Kreta – ostatni ( jak dotąd ) cel moich tegorocznych podróży. Po egzotyce Egiptu i Izraela, czułam się tam bardziej „swojsko”, co nie znaczy, że Kreta była przez to miejscem mniej interesującym. Przeciwnie. Jako kolebka kolejnej, wielkiej cywilizacji, jawiła mi się jako miejsce szczególne. Najpierw jednak uderzyła mnie w nozdrza silna woń soli, a później poraził w oczy odcień lazurowego Morza Śródziemnego. To morze plus słońce i przyjemne ( ale nie upalne ) ciepło sprawiło, że od samego początku poczułam się niemal jak w raju. Dodatkowo miejsce w którym się zakwaterowałam, było przytulne i zaciszne. Hmmm...czego chcieć więcej od życia? Chyba tylko poznania historii tego regionu i tamtejszej kultury. Z jednym aspektem kultury zetknęłam się bardzo szybko. Ponieważ uwielbiam jeść, a próbowanie regionalnych specjałów jest jedną z moich największych radości, więc szybko zabrałam się do kosztowania tamtejszych specjałów. Nie było to problemem, gdyż nad brzegiem morza znajdowało się mnóstwo greckich tawern, gdzie serwowano lokalne przysmaki. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tak dobrej sałatki greckiej, jaką sami Grecy robią – nie jadłam nigdzie. Smakowała mi też musaka ( zapiekanka z ziemniaków, pomidorów i mięsa mielonego ), a także tzw. Suvlaki ( coś w rodzaju naszych szaszłyków, tylko przygotowywanych z baraniego mięsa ). Było też mnóstwo innych, przepysznych rzeczy o których można by długo i „smakowicie” rozprawiać. Nie mam jednak na to czasu, więc lecimy dalej.
Knossos. Sławetne, mityczne wręcz miasto z pałacem króla Minosa i Labiryntem Minotaura ( który – ku mojemu rozczarowaniu – tak naprawdę nigdy nie istniał ). Sam pałac jednak nie tylko istniał, ale był ( i nadal jest ) architektonicznym cudem. Mówi się, że to on właśnie był tym słynnym „labiryntem”, gdyż w czasach swojej świetności liczył sobie ok. 1700 komnat! Można to porównać jedynie z całym kompleksem w Watykanie, a i to w pełni nie odda całego monumentalizmu pałacu króla Minosa. Wycieczka po tych ruinach jest niesamowitym przeżyciem. Jeśli tylko ktoś z Was kiedyś pojedzie na Krete – po prostu nie może nie zwiedzić tego miejsca. Jest co podziwiać.!
Ok, to by było wszystko w telegraficznym skrócie. Wiem, trudno w to uwierzyć po rozmiarze, jaki przybrał ten tekst
Pozdrawiam!
_________________ "Świat - to słowo zawsze kojarzy mi się z olbrzymią platformą ze wszystkich sił podtrzymywaną przez słonia i żółwia. Żółw nie rozumie, jaką funkcje pełni słoń, a słoń nie rozumie, jaką funkcje pełni żółw, ani jeden zaś, ani drugi nie rozumieją świata." Haruki Murakami
Kilka słów o mojej ostatniej podróży na Ukrainę jest tutaj. Piękny kraj, a przede wszystkim ten cudowny Lwów Bo szkoda gadania i co chcesz, to mów!
Ni ma jak Lwów!
_________________ Susceptor meus es tu et refugium meum;
Deus meus, sperabo in eum. (Ps 90, 2)
Hmm nigdy nie zauwazylem tego tematu...
Moze napisze kilka slow o wyjezdzie w ubieglym roku do Afryki...
Czarny Lad nigdy nie figurowal na szczycie mojej listy - miejsc koniecznych do zobaczenia przed smiercia. Po pierwsze - za za cieplo, po drugie zawsze kiedy myslalem o Afryce pojawial sie jakis nieprzenikniony cien w mojej glowie, obawa, moze nawet strach..
Nigdy chyba sam bym tam nie pojechal, ale mialem Tare. Spedzila wiele lat w Afryce - w Mozambiku, Zimbabwe, byla w Ugandzie i Ruandzie, mieszkala jakis czas w RPA. Pomyslalem sobie z nia pojade, taki przewodnik to skarb .
Lecielismy z British Airways z Londynu do Kampali w Ugandzie. Niezapomne tych wszystkich przygotowan, planow, pakowania, szczepionek i tabletek na malarie i inne choroby tropikalne...
Zaczelo sie z przygodami - awaryjne ladowanie w Paryzu. Moze po pol godziny lotu, pilot zapytal, czy jest na pokladzie lekarz - na szczescie dla chorego bylo ich az 5. Zgodnie uslalili ze musimy ladaowac w Paryzu bo inaczej facet umrze. Jak pozniej sie dowiedzielismy dostal ataku malarii mozgowej. Z dwugodzinnym opoznieniem wyladowalismy w Entebbe nieopodal Kampali - stolicy Ugandy. Nigdy nie zapomne widoku zza okna, chwile przel ladowaniem. Czulem sie jak na innej planecie, jak nie ja, trudno to opisac. Odebrala nas Tary mama, ktora mieszkala wtedy w Kampali. Jechalismy Jeepem z lotniska do jej domu. Ten obraz Afryki, chyba pozostanie w mojej glowie do konca zyca. To nie byl program BBC, czy NG, to bylem ja tam, patrzacy ludziom w oczy, czujacy dym palonych smieci, ognisk. Kurz wdzieral sie do oczu, trudno bylo oddychac, powietrze bylo ciezkie i wilgotne - inne. Przez godzine podrozy nie powiedzialem ani jednego slowa - patrzylem na calkiem nowy, inny swiat. Chlonalem.
Nie bede tutaj pisal o wszystkim, bo nie o to chodzi. Spedzilismy w Ugandzie 2 tygodnie - wiekszosc w Kampali. Kazdy dzien byl dla mnie czyms nowym. Wszedzie chodzilismy pieszo co jest dosc niespotykane w Kampali dla Muzungu (baly czlowiek - w Swahili). Czesto bylismy zagadywani przez mieszkancow, wzbudzajac sensacje (szczegolnie moja fryzura ). Juz niebawem mialem zatesknic za Kampala i przyjaznym Jambo - jambo (hello)...
Wybralismy sie w podroz do Tanzanii, przystanek koncowy Zanzibar...
Wiele godzin z tej podrozy chcialbym zapomniec, albo raczej chcialbym zeby sie nie wydazyly. Autobus (nie taki jakie jezdza w Europie, bez okien, z kurczakami w srodu, zaladowany roznej masci "bagazami") ruszyl z Kampali, dalej Nairobi (Kenia) i na poludnie do Dar es Salaam. Bylismy zatrzymywani i przeszukiwani dziesiatki razy, szczegolnie w Kenii. Wojsko z karabinami, zolnierze krzyczacy cos do nas, kolczatki na drogach - noc. Gdzie jestesmy? - na pustkowiu. Poczulem jak malo warte jest zycie ludzkie w Afryce. Bardzo sie balem, trzymalem Tare caly czas za reke, byla chora (chyba od tamtejszej wody), czulem sie bezsilny, kiedy kolejny raz wurzucaja nasze plecaki i sprawdzaja co jest w srodku, chca pieniedzy, trzymaja karabiny, jest pusto w kolo, jest noc - Aniele Strozu moj, Ty zawsze przy mnie stoj, rano wieczor we dnie, w nocy....? To byla najdlusza noc w moim zyciu.
Przejscia graniczne to oddzielna historia. Wyjezdzalismy z Kenii, bylismy jedynymi bialymi ludzmi w autobusie i chyba na tym przejsciu. Trzeba bylo wysiasc z autobusu, i isc 2 km pieszo, znowu noc. Ale w Tanzanii, jakby wszystko sie zmienilo, ludzie stali sie bardzo przyjazni i zyczliwi, widze przez okno Masajow i Kilimandzaro. Gory -pomyslalem, ludzie sa inni. Nie bede tutaj opisywal szczegolowo calosci podrozy, bo nie o to chodzi. W koncu dotarlismy na Zanzibar . Raj po tym wszystkim co przezylismy, coz za zyczliwosc (wyspiarska? ) otwartosc. Chcielismy zostac tam dlugo.
W wielkim skrocie, ja chialem pojechas na safari, Tara byla juz wiele razy, ale zgodzila sie. Lecielismy malym samolocikiem do Arushi (polnocna Tanzania), na trzydniowe safari... Mialem ze soba chyba 5 filmow do aparatu. To byla droga przyjemnosc (160$ za osobe za dzien!). Ale bylo przepieknie, widzielismy wielka piatke
(lew, leopard, nosorozec, slon, bawol afrykanski) co jest rzadkoscia. Niestety wracalismy znowu przez Kenie... Nie bylo juz tak zle, bo za dnia. Spedzilismy jeszcze 5 dni w Kampali, basenik, soczki. Nalezalo sie nam Po siedmiu tygodniach wracalismy do Londynu. Uczucia? Smutek i niedosyt. Z perspektywy czasu, zaluje ze nie zobaczylismy wiecej. Chcialbym jeszcze kiedys to nadrobic...
Kilka moich zdjec, szczegolnie z safari, mozecie zobaczyc tutaj .
Pozdrawiam
tanzania_relief.jpg Mapa Czerwone -droga autobusem Niebieskie - lot na safari Zielone - powrot do Kampali
Majar
Enneagram: 5w4 Pomogła: 1 raz Wiek: 20 Dołączyła: 04 Maj 2007 Posty: 116 Skąd: Częstochowa/Lublin
Wysłany: 10-02-2008, 14:05
Wakacje 2007 spędziłam w górach. Nie mam się czym chwalić, nie wyjechałam daleko. Najpierw trochę info o samej miejscowości:
Cytat:
założone ok. 1630 roku, do lat sześćdziesiątych zwane było jeszcze Międzyczerwiennym.
Czerwoną Górę na granicy z Ratułowem pokrywa bowiem glinka o charakterystycznej barwie, a z przeciwnej strony "czerwono" wschodziło słońce. Rosną tu potężne, kilkusetletnie lipy uznane za pomniki przyrody, w górnej części wsi zachowała się drewniana dzwonnica, tu i ówdzie można trafić na starodawną góralską chałupę.
Wieś rozsławiło sanktuarium Maryjne na Bachledówce, czyli Bachledowym Wierchu. Na posiadłości w latach pięćdziesiątych ofiarowanej o. o. Paulinom z Jasnej Góry przez panią Jarząbkową (wdzięczną za cudowne ocalenie z rąk Gestapo podczas wojny) wpierw powstała pustelnia z kaplicą, a w roku 1991 - okazały kościół parafialny pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Wielokrotnie, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, przyjeżdżali tu, by odpocząć, kardynał Stefan Wyszyński i ówczesny metropolita krakowski Karol Wojtyła - dziś papież Jan Paweł II. Na wierchu Budz upamiętniono krzyżem miejsce, gdzie pochowano konfederatów barskich. Przez Czerwienne - Bachledówkę wiodą trasy turystyczne: z Chochołowa, z Czarnego Dunajca, z Cichego i z Szaflar do Zakopanego (przez Ząb i Gubałówkę).
Byłam tu niecałe 2 tygodnie. Wyjazd z grupą, ja jako opieka. Myślałam, że wolę morze, ale po tym wyjeździe zmieniłam zdanie. Piękne widoki, jasna, zielona trawa i te ogromne góry! I sama atmosfera w grupie! Życzliwość i pomoc, gdy tego potrzebujesz. Mieliśmy wiele wycieczek po okolicy, spływ Dunajcem.
Nigdy nie zapomnę ostatniej nocy przed wyjazdem, kiedy siedziałam na schodach i rozmawiałam z praktycznie nieznaną mi osobą... żal za odjazdem, smutek. Prawie się popłakałam w tym momencie. Poza tym dzięki temu wyjazdowi wiele się we mnie zmieniło, dużo zrozumiałam.
Polskie góry są piękne, trzeba tylko to dostrzec...
Czego my szukamy tak daleko, a jest tak blisko?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum